Opcje:

Opowiadania

rozmiar tekstu: A AA AAA

Strony: 1  2  3  4  5  6    >

Opowiadania Sortuj: Wedłg daty | ilości punktówDodaj w tej kategorii

29444 | Opowiadania | Dodał: Magda0212c2, 2011-04-16 21:41, punktów: 40
'' NIENARODZONY ''

1 dzień z życia
Kilka minut temu zostałem powołany do życia na Ziemi. Istnieję. Powstałem z miłości moich rodziców. Czuję się wspaniale, jest mi ciepło i przyjemnie. Jestem taki szczęśliwy!! Bardzo chcę żyć. Bardzo dziękuję moim Rodzicom i Bogu, życie to największy i najwspanialszy dar, jaki mogli mi ofiarować. Będę im wdzięczny do końca życia. Żyję w mojej mamie. Ona jeszcze nic nie wie o moim istnieniu, ale czuję że bardzo, bardzo mnie kocha. Dziś po raz pierwszy słyszałem Jej głos, głos mojej Mamy. Jest taki ciepły. Moja Mama jest wspaniałą, dobrą osobą, czuję to. Już nie mogę się doczekać kiedy ją zobaczę. Na pewno jest bardzo piękna. Moja Mama...Moja... Kiedy zobaczę świat? Jak wspaniale jest żyć...
Wielka radość...
Hm...

2 dzień życia.
To już drugi dzień mojego życia. Jeszcze nie przypominam człowieka, ale przecież nim jestem? Już za 9 miesięcy ujrzę świat po raz pierwszy. Słyszę głosy mojej rodziny-już niedługo do nich dołączę. Dzisiaj usłyszałem imię mojej Mamusi-Karolina. Piękne, drogie mi imię...
Oczekiwanie...
Niecierpliwość...

30 dzień życia
Liczę sobie już cały miesiąc. Ale urosłem! Przez ten czas wiele dowiedziałem się o świecie. Moja Mama tak pięknie i dużo o nim opowiada. A jak pięknie śpiewa! Jestem z niej naprawdę dumny. Tak bardzo chcę zobaczyć to wszystko, o czym opowiadała. Dzisiaj byliśmy w lesie .Mogę powiedzieć że, ja też byłem. Przecież tam, gdzie ona, tam i ja. Czułem, że moja Mama jest tam szczęśliwa, że kocha to miejsce. Ja też je pokochałem, chociaż jeszcze go nie widziałem. Nie wiem jak wygląda las, ale moja Mama uwielbia tam spacerować. Na pewno kiedyś mnie tam zabiorą, z Tatą.
Zaraz, co ja słyszę? Moja ukochana Mama właśnie dowiedziała się że w niej żyję!! Ale nowina! Wspaniale....Ale co to? Zaraz zaraz... Ona wcale się nie cieszy!! Co się dzieje? Dlaczego ona płacze?! A może to łzy szczęścia?!
Niepewność...

3 godziny później...
Jestem ciekawy, jak zareaguje mój Tata na wiadomość, że za 8 miesięcy pojawię się na świecie. Na pewno będzie bardzo szczęśliwy. Stworzymy wspaniałą, kochającą się rodzinę. Ja, Mama i Tata.
Cudownie, prawda?
No, ja też tak myślę!

kilka minut później
Co to?! Co ja słyszę?! Tata bardzo głośno krzyczy. Słowa wypowiedziane kilka sekund temu nadal słyszę bardzo wyraźnie. Mój ukochany Tata bardzo głośno krzyczał: ,,Karolina, Ty chyba kompletnie zwariowałaś?! Jak Ty to sobie wyobrażasz?! Zaczynamy studia, wszystko zaczynało się powoli układać a Ty teraz z ciążą wyskakujesz?! Jesteś kompletnie nieodpowiedzialna! To twój problem, mnie to nic nie obchodzi! Dopóki się TEGO nie pozbędziesz, nie mamy o czym rozmawiać! Nie, nie, nie! Ja po prostu nie mogę w to uwierzyć! Zwariowałaś!! I to akurat teraz, kiedy zaczęliśmy wychodzić na prostą ?! '' Mama szlochając cicho powiedziała: ,,A Ty nagle nie wiesz skąd się dzieci biorą?! To jest NASZE dziecko. Ono stanowi dla Ciebie problem?! Sama jestem pełna niepokoju, nie wiem co robić. Oczekiwałam, że podtrzymasz mnie na duchu, powiesz że sobie poradzimy, że wszystko będzie dobrze, że jakoś się ułoży... Teraz jestem pewna, że nie mogę na Ciebie liczyć. Tak naprawdę, to nigdy nie mogłam! Zawsze byłeś nieodpowiedzialnym człowiekiem! Ja chcę urodzić to dziecko! Już podjęłam decyzję!' Tata wysłuchał mamy a potem bardzo niewyraźnie rzucił: ,,jeśli nie pozbędziesz się TEGO, to z nami koniec!'' Wyszedł trzaskając drzwiami. Nic z tego nie rozumiem, ale boję się. Nikt, kto nie był w takiej sytuacji, nie wie, co to strach o własne życie. O życie, którego pragnie się jak niczego innego na świecie. Czy mnie nazywa ''tym''?! Bardzo się boję. Poczułem uderzenie w brzuch. Boli, boli, bardzo boli...
Strach...

31 dzień z życia
Słyszałem rozmowę moich rodziców... Teraz dotarły do mnie słowa Taty. Stwierdził, że trzeba 'usunąć' problem... Nie wiem co to znaczy, ale na pewno nie jest to nic dobrego... To ja jestem tym problemem? Nie wierzę... Przecież moja Mama mnie kocha i nie pozwoli zrobić mi krzywdy. To oczywiste...
Nadzieja, ale i rozpacz...

37 dzień z życia
Teraz rozumiem...moi rodzice mnie nie chcą. Nie chcą, żebym żył. Słyszałem dziś rozmowę mojej Mamy z jej przyjaciółką, Marzeną. Mama płakała, mówiła że nie wie co robić, że to dla niej trudne. Zwierzyła się, że przeze mnie będzie musiała zrezygnować ze studiów, że zniszczę jej życie. Twierdziła, że jest za młoda na dziecko, nie poradzi sobie z wychowaniem. Naprawdę, bardzo chciałaby mieć dziecko, ale że to nie jest odpowiedni moment w jej życiu. To dla niej bardzo trudna decyzja. Płakała, zwierzała się, że w pierwszej chwili była zdecydowana urodzić, pokonać wszystkie przeszkody, poradzić sobie ze wszystkimi kłodami rzucanymi jej pod nogi... Ale po rozmowie z Arturem, czuję się rozdarta. Wie, że jest on nieodpowiedzialnym człowiekiem, ale ona nadal bardzo go kocha. Wiem, to dla niej ciężkie. Ale! Czy ona nie myśli o tym, co ja czuję?! Marzena milczała przez dłuższą chwilę. Aż w końcu wybuchła. Krzyczała: ,,Karolina, dziewczyno, jak możesz odebrać życie temu dziecku nie dając nawet szansy poznania świata? Nie poznaję Cię!!! Zawsze byłaś przeciwna aborcji! Nie masz prawa decydować o życiu i śmierci, od tego jest Bóg! Żaden człowiek nie ma prawa odbierać drugiemu człowiekowi życia! Tyle razy rozmawiałyśmy o karze śmierci dla zwyrodnialców którzy z zimną krwią zabijają niewinnych ludzi! A teraz, Ty, moja najlepsza przyjaciółka, chcesz zamordować małą bezbronną istotkę! To tak jakbyś zabiła część siebie. Dziecko, które chcesz zabić, jest przecież częścią Ciebie i mężczyzny, którego kochasz! Wyobrażasz sobie, że usuniesz tę ciążę i na drugi dzień o wszystkim zapomnisz?! Nie łudź się! Każdego dnia, każdej minuty, będziesz myślała, czy byłby to chłopiec czy dziewczynka. Będziesz się zastanawiać: do kogo byłoby podobne? Ile by teraz miało lat? Jaki kolor miałyby jego oczy?! A kiedy przechodząc w drodze do pracy, w pobliżu placu zabaw, będziesz widziała inne, wesoło bawiące się dzieci - będziesz myślała o tym które zabiłaś! Tak! ZABIŁAŚ!!! Wstydź się, Karolina! Odpowiedz szczerze: chciałabyś, żeby Twoja mama myślała tak, jak Ty 23lata temu?! Chciałabyś, żeby Cię ,,usunęła'' i w tak okrutny sposób pozbyła się problemu?! '' .Stwierdziła także że słowo ''usunąć'' łagodzi to co naprawdę oznacza - morderstwo. Po tym słowotoku Mama wstała i bez słowa wybiegła z mieszkania Marzeny, zanosząc się płaczem. Postanowiła wybrać się do księdza, wieloletniego przyjaciela rodziny... Jest załamana. Mamo, czemu mi to robisz? Pozwól mi żyć!
Przerażenie...

40 dzień z życia
Po raz pierwszy jestem w kościele...Słyszę ciszę i cichą modlitwę mojej Mamy. Prosi Boga, aby jej pomógł. Nie wie, co robić... Poszła na plebanię, aby porozmawiać z księdzem. Jej dłonie drżały, podobnie jak głos. Był zupełnie inny niż zazwyczaj. Pełen rozpaczy, niepewności, a także bólu... Jest kompletnie zdezorientowana. Opowiadała o mnie, rzewnie płacząc przy tym. Mówiła że wie, że nie ma prawa decydować o tym, czy pozwolić komuś żyć. Ale także chciałaby skończyć studia, oszczędzić wstydu rodzinie. Nieślubne dziecko w małym miasteczku byłoby prawdziwą skandalem. Duszpasterz powiedział, że wg Kościoła aborcja jest zabójstwem, grzechem śmiertelnym. Uświadamiał mojej Mamie, że aborcja stanowi akt zabójstwa bezbronnej osoby ludzkiej i jest zarazem krańcowym przejawem ideologii pogardy dla życia ludzkiego ,,Karolinko, wiem że jest ci teraz bardzo, bardzo ciężko. Zacytuję Ci słowa Katechizmu Kościoła Katolickiego:' Życie ludzkie od chwili poczęcia winno być szanowane i chronione w sposób absolutny. Już od pierwszej chwili swego istnienia istota ludzka powinna mieć przyznane prawa osoby wśród nich nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty do życia (...)'
Jego głos był spokojny, ale stanowczy. Zapytał Mamę czy na pewno pamięta jak brzmi piąte przykazanie Dekalogu. Mama szepnęła cicho, ale wyraźnie: ,,nie zabijaj '' a po jej policzkach płynęły łzy.
Wiedział, że nie może mamie niczego nakazać, prosił tylko, żeby przemyślała swoja decyzję... Decyzję, która odbije się na całym jej życiu, niezależnie od tego, jaka ona będzie. Czasem myślę, że może będzie lepiej, jeśli się nie urodzę? Jak poradzę sobie z myślą że najbliżsi ludzie na świecie chcieli mnie zabić?! Że oni mnie po prostu nie chcą?! Że mnie nie kochają?! Bez miłości będę niczym...
Bezsilność...
Nadzieja...
Nadzieja na życie...
Nadzieja na miłość..

42 dzień mojego życia
Mama nie spała całą noc. Płakała. Nadal nie wiem, co się dzieje... Słyszę, jak otwierają się drzwi gabinetu lekarskiego. Słyszę słowa mojej Mamy. Nazywa mnie ,,problemem". Lekarz mówi, że ''szybciutko' może się pozbyć tego problemu. Tanio. Opłata za śmierć. Ta okrutna rozpacz. Ta gorycz... Co to znaczy? Czy moja Mama chce mnie zabić? Mamo błagam, chcę żyć!!! BŁAGAM! To boli... Kręci mi się w głowie, wszystko zaczyna wirować. Mamo co się dzieje?! Mamo, pomóż! Pomóż mi! Ten nieprawdopodobny ból!! Bardzo boli... Wiem, nie słyszysz mojego głosu. Niemego wołania o pomoc... Krzyku, strachu, bezbronności i ciszy...

Tu nie liczy się czasu...
Mamo...? Mamo czemu mnie zabiłaś?! Czemu nie pozwoliłaś mi żyć? Tak bardzo chciałem zobaczyć świat. Ten las, w którym tak często spędzałaś czas... Spędzaliśmy go razem, chociaż Ty o tym nie wiedziałaś. Jestem pewny (tak...tak, byłem chłopcem...) że nie zapomnisz mnie do końca życia, Mamo… Tam, gdzie jestem, jest mi dobrze... Kocham Cię, Mamo.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
29869 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2011-05-01 01:02, punktów: 30
Echo

Ojciec z synem chodzili po górach. Nagle chłopiec potknął się i upadł krzycząc:
- Aaach!!!
Ku swemu zdziwieniu usłyszał głos powtarzający gdzieś wśród gór:
- Aaach!!!
Zaciekawiony zapytał:
- Kim jesteś?
W odpowiedzi usłyszał:
- Kim jesteś?
Rozgniewał się i krzyknął:
- Tchórz!
I zaraz usłyszał:
- Tchórz!
Spojrzał na swego ojca i zapytał:
- O co tu chodzi?
Ojciec uśmiechnął się:
- Uważaj, mój synu.
I krzyknął w stronę gór:
- Uwielbiam Cię!
Głos odpowiedział:
- Uwielbiam Cię!
Ponownie człowiek krzyknął:
- Jesteś najlepszy!
Głos odpowiedział:
- Jesteś najlepszy!
Chłopiec nadal nic nie rozumiał. Ojciec wyjaśnił:
- Ludzie nazywają to echem, lecz tak naprawdę takie właśnie jest życie. Oddaje Ci wszystko, co powiedziałeś lub zrobiłeś. Nasze życie jest odbiciem naszego działania. Jeżeli pragniesz więcej miłości na świecie, stwórz więcej miłości w swoim sercu. Jeżeli pragniesz więcej umiejętności i odpowiedzialności w swojej grupie, pogłębiaj własne umiejętności. Wzajemność wkrada się we wszystkie aspekty życia. Życie zwraca Ci wszystko, co w nie włożyłeś. Twoje życie to nie zbieg okoliczności. To odbicie Ciebie samego.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
32568 | Opowiadania | Dodał: tesz, 2011-10-02 16:13, punktów: 24
Bajka

- Mamusiu, mamusiu?
- Tak, kochanie?
- Opowiesz mi bajkę?
- Znasz już wszystkie bajki prawie na pamięć.
- Ale opowiedz mi bajkę, proszę.
- Dobrze opowiem Ci bajkę, ale będzie to bajka inna niż te, które znasz.
– Chcesz?
- Chcę
- To posłuchaj …
Rzecz się dzieje za morzami, za górami, za lasami, jak to w bajkach bywa , ale czasy są współczesne.
Była sobie dziewczyna i był sobie chłopak, mieszkali w sąsiadujących ze sobą wioskach.
Od najmłodszych lat oboje bardzo się lubili, razem chodzili do tej samej szkoły i klasy, razem siedzieli w jednej ławce.
Spędzali z sobą dużo czasu w szkole i po lekcjach. Wzajemnie odwiedzali się w swoich domach. Było między nimi coś szczególnego, co rzadko się zdarza między dwojgiem ludzi, a wtedy byli jeszcze dziećmi. Było im z tym dobrze.
Lata mijały, czas szedł na przód, a dziewczyna i chłopak wciąż byli razem, wciąż się przyjaźnili. Ta sama szkoła, ta sama klasa i wciąż jedna ławka. Dziewczyna i chłopak dorastali.
Wraz z nimi dorastała więź, która ich łączyła , ale los potrafi płatać figle.
Dziewczyna wraz ze swoimi rodzicami wyprowadziła do innego miasta. Przyszedł czas rozstania.
- i co, i co było dalej? Czy to już koniec bajki ?
- Nie, bajka trwa dalej.
Dziewczyna i chłopak mieszkali teraz w innych miastach. Nie chodzili razem do tej samej szkoły, klasy i nie siedzieli już razem w jednej ławce.
Nie spędzali ze sobą już tyle czasu jak kiedyś, gdy mieszkali w tej samej wiosce.
- Mamusiu, a co stało się z ich przyjaźnią? Tym szczególnym porozumieniem?
- Ich przyjaźń trwała dalej. Pisali do siebie listy. Co prawda rzadziej się już widywali, jednak przyjaźń przetrwała próbę czasu. Lata mijały, a czas płynął. Przestali już być dziećmi .
Dziewczyna – przemieniła się w pannę, a chłopak wyrósł na przystojnego młodzieńca. Pokończyli szkoły, zdobyli zawód, który miał im w dorosłym życiu być źródłem utrzymania. Wraz z nimi dojrzewała przyjaźń.
I tu los nie dał o sobie zapomnieć, i potrafił być okrutny. Dziewczyna i chłopak rozstali się .
- Mamusiu, dlaczego się rozstali?
- Tak naprawdę, to nikt tego nie wie co było powodem rozstania.
Ale jedno jest pewne - ta szczególna nić porozumienia przerodziła się w młodzieńczą miłość, która ich wystraszyła.
Nie rozumieli jej wtedy, bali stawić jej czoła, nie podjęli wyzwania jakie niosło to uczucie…
- Czy to już koniec bajki ?
- Jak będziesz tak ciągle przerywać i się dopytywać, to nigdy nie dowiesz się co było dalej.
- Dobrze, już nie będę
- Nie, bajka trwa dalej. Teraz będzie to bajka o dziewczynie.
- A co się stało z chłopakiem?
- Miałaś nie przerywać... Jego losy po rozstaniu są nieznane.
- A co stało się z dziewczyną po rozstaniu?
- Oj, jesteś niecierpliwa, posłuchaj co było dalej.
W dwa lata po rozstaniu dziewczyna spotkała chłopaka przypadkowo, on nawet tego nie zauważył.
Od tej pory ich losy toczyły się osobno. Dziewczyna długo nie mogła zapomnieć o przyjaźni. Ale czas leczy wszystko i zabliźnia największe rany. Podjęła pracę w zawodzie, który sobie wybrała. W krótkim czasie zmarli rodzice dziewczyny i została sama.
Kiedy czas wyleczył i tę ranę, po stracie najbliższych osób, wyszła za mąż, założyła swoją rodzinę, urodziła dzieci.
Lata mijały, czas płynął…
I tu by można byłoby zakończyć bajkę, że żyła długo i szczęśliwie… Jednak los nie dał o sobie zapomnieć i jak zwykle szykował kolejną niespodziankę .
Jej małżeństwo rozpadło się. I znów została sama z dziećmi, które są jej jedynym celem w życiu.
Często w bezsenne noce wracała myślami do chłopaka. On też wracał do niej w snach, gdy udawało się jej zasnąć.
I tak mijał rok za rokiem. Czas płynął. Teraz jej życie toczyło się między pracą i domem.
Gdy już wydawało się, że nic lepszego nie może jej spotkać los przypomniał o sobie… szykował kolejną niespodziankę…
- I co ,co było dalej?
- Znowu przerywasz .
- Ale to takie ciekawe.
- Co było dalej? Drogę dziewczyny , teraz już dojrzałej kobiety, połączył z drogą chłopaka, też dojrzałego mężczyzny, z którym przed laty łączyła przyjaźń i ta szczególna więź.
Ich pierwsze rozmowy wzbudziły emocje, uczucie radości, szybkie bicie serca. Czyżby obudziły coś co było tyle lat uśpione?
Mogli ze sobą rozmawiać godzinami, rozumieli się w pół słowa, a nawet bez słów.
Mimo, że minęło tyle lat, kiedy się nie widzieli, to dla nich nie miało to znaczenia.
Wydawało się jakby minęło kilka dni od rozstania. To co w nich się obudziło było to tak silne i tak nieprawdopodobne.
Postanowili się spotkać, chłopak zaprosił dziewczynę do siebie, oboje bardzo cieszyli się na spotkanie, ale jak to w życiu bywa los spłatał figla …
- Mamusiu, co się wydarzyło, powiedz, proszę.
- Jak będziesz tak ciągle przerywać, to nigdy nie dowiesz się co było dalej.
Dziewczyna przestraszyła się tego co w niej się obudziło tych emocji do chłopaka. Bała się, że jeśli pozwoli temu uczuciu rozwijać się dalej, to nie będzie w stanie tego kontrolować.
Uwierzyła, że to czego zawsze pragnęła przez swoje życie, za czym tęskniła przez te wszystkie lata, było tak blisko - los dał szansę - a może... bała się kolejnego cierpienia, bólu, gdyby los znów chciał z niej zadrwić.
Do spotkania nie doszło... A może...
- Mamusiu ?
- Tak, kochanie?
- Dlaczego, łzy płyną ci po policzkach?
- to ze wzruszenia, a może coś wpadło mi do oka…
- Mamusiu, czy to już koniec bajki?
- Ni , ta bajka nie ma zakończenia.
- Ale wszystkie bajki mają zakończenie.
- Tak, skarbie - ale tę bajkę zostawimy otwartą. Być może kiedyś ktoś wymyśli jej zakończenie…
- Mamusiu?
- Tak, kochanie?
- Bardzo cię kocham – dziękuję ci.
- Ja też bardzo cię kocham, skarbie,

Tesz/ styczeń 2008
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
29202 | Opowiadania | Dodał: Magda0212c2, 2011-04-03 10:27, punktów: 23
Chmura i wydma

"Wszyscy wiemy, że żywot chmury jest bardzo urozmaicony, ale nadzwyczaj krótki" - napisał Bruno Ferrero.
Oto kolejna historia:
Podczas burzy na środku Morza Śródziemnego narodziła się chmura. Nie miała jednak czasu tam dojrzeć, gdyż wiatr zaczął spychać wszystkie chmury w kierunku Afryki.
Gdy dotarły nad kontynent, zmienił się klimat. Na niebie zajaśniało gorące słońce, a poniżej rozciągały się złote piaski Sahary. Wiatr chciał je przenieść na południe, w kierunku dżungli, gdyż nad pustynią prawie nigdy nie pada deszcz.
Młoda chmura, wzorem młodych ludzi, postanowiła poznać świat i odłączyła się od rodziców i starszych przyjaciół.
- Co ty robisz? - zaprotestował wiatr. - Pustynia jest wszędzie taka sama! Wracaj do szeregu, wszyscy zmierzamy do Afryki, gdzie są góry i przepiękne drzewa.
Jednak młoda chmura nie posłuchała go, gdyż z natury była niepokorna. Powoli schodziła ku ziemi, aż osiadła na lekkim, przyjaznym wietrze unoszącym się nad złotymi piaskami. Długo spacerowała, aż zauważyła uśmiechającą się do niej wydmę.
Spostrzegła, że wydma także była młoda, niedawno usypana przez wiatr. W jednej chwili zakochała się w jej złotych włosach.
- Witaj - powiedziała. - Jak ci się wiedzie tam w dole?
- Żyję wśród innych wydm, słońca, wiatru i karawan, które tędy przechodzą. Czasem jest straszliwie gorąco, ale da się wytrzymać. A jak ci się żyje tam w górze?
- Tutaj też jest słońce i wiatr, ale za to mogę przechadzać się po niebie i poznawać świat.
- Moje życie jest krótkie - poskarżyła się wydma. - Gdy wiatr wróci z dżungli, zniknę.
- Bardzo cię to martwi?
- Wydaje mi się, że nikomu nie jestem potrzebna.
- Ja czuję to samo, bo gdy zawieje nowy wiatr, polecę na południe i zamienię się w deszcz. Taki mój los.
Wydma zawahała się, po czym spytała:
- Czy wiesz, że tu na pustyni deszcz nazywamy Rajem?
- Nie przypuszczałam, że mogę zmienić się w coś tak wspaniałego - odparła z dumą chmura.
- Słyszałam, jak stare wydmy opowiadają różne historie. Mówią, że po deszczu obrastają nas zioła i kwiaty. Mnie to nigdy nie spotka, deszcz rzadko pada na pustyni.
Tym razem zawahała się chmura, lecz po chwili uśmiechnęła się szeroko:
- Jeśli chcesz, mogę okryć cię deszczem. Kocham cię i chcę z tobą zostać na zawsze.
- Kiedy zobaczyłam cię na niebie, też się w tobie zakochałam - odparła wydma. - Ale jeśli zmienisz swoją piękną białą czuprynę w deszcz, umrzesz.
- Miłość nigdy nie umiera - powiedziała chmura. - Ona się zmienia, a ja chcę pokazać ci Raj.
I chmura zaczęła pieścić wydmę małymi kroplami. Długo były razem, aż pojawiła się tęcza.
Następnego dnia wydmę obsypały drobne kwiaty. Sunące w stronę Afryki młode chmury myślały, że tu zaczyna się dżungla, której od dawna wypatrywały, więc zostawiły parę kropel. Po dwudziestu latach wydma zmieniła się w oazę, użyczającą podróżnym cienia pod drzewem.
A wszystko dlatego, że któregoś dnia pewna chmura nie zawahała się poświęcić życia z miłości.

Opowiadanie z książki Paulo Coelho
"Być jak płynąca rzeka"
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
29452 | Opowiadania | Dodał: Magda0212c2, 2011-04-17 10:58, punktów: 22
Pewna mała dziewczynka zapragnęła kiedyś znaleźć biedronkę. Zapytała się gdzie może spotkać takie stworzonko. W odpowiedzi usłyszała:
- Idź na łąkę dziecko, tam na pewno są biedronki.
Dziewczynka nie zwlekając pobiegła szybko na pobliską polanę. Było na niej morze kwiatów... Pomyślała: "tu znajdę to, czego szukam".
Niestety nigdzie nie było ani jednej biedronki! Po kilku godzinach poszukiwań zrozpaczona dziewczynka wróciła do domu. Usiadła pod drzewem i gorzko zapłakała. Usnęła...
Jakież było jej zdziwienie kiedy się obudziła po jej sukience, rączkach i nóżkach chodziło mnóstwo biedronek...
Tak samo jest z miłością. Nie trzeba jej specjalnie szukać. Ona przyjdzie sama.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
38826 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-04-26 11:43, punktów: 20
Szczeniaki na sprzedaż.

Właściciel sklepu przytwierdził nad wejściem tabliczkę z napisem: "Szczeniaki na sprzedaż".
Takie ogłoszenia zazwyczaj przyciągają dzieci, toteż niebawem w sklepie pojawił się mały chłopiec.
- Po ile pan sprzedaje swoje szczeniaki? - zapytał.
- Tak po 30 do 50 dolarów - odparł właściciel.
Chłopczyk sięgnął do kieszeni i wydobył z niej kilka drobnych monet.
- Mam 2 dolary i 37 centów - powiedział. - Czy mógłbym zobaczyć te pieski, proszę pana?
Sprzedawca uśmiechnął się i zagwizdał. Z budy wyszła Lady. Truchtem pobiegła przez sklep,
a za nią potoczyło się pięć malusieńkich, drobniuteńkich kuleczek.
Jedno ze szczeniąt wyraźnie zostawało w tyle. Chłopiec natychmiast wskazał na nie nadążającego
za resztą, kulejącego psiaka i spytał:
- Co mu się stało?
Właściciel wyjaśnił mu, że badał go już weterynarz i okazało się, że psiak ma niewłaściwą budowę biodra.
Zawsze już będzie kulał, na zawsze pozostanie kaleką.
Chłopiec zapalił się natychmiast.
- Właśnie tego szczeniaka chciałbym kupić! - oznajmił.
- Nie, nie. To niemożliwe, byś chciał kupić tego pieska - odparł sprzedawca. - Jeśli naprawdę ci na nim zależy, po prostu ci go dam.
Chłopczyk wyglądał na poważnie zdenerwowanego. Spojrzał właścicielowi prosto w oczy i wskazując palcem, odezwał się:
- Nie chcę, żeby pan mi go dawał. Ten piesek jest wart co do grosza tyle samo co pozostałe szczeniaki i zapłacę za niego całą sumę.
Właściwie, to zapłacę panu teraz tylko 2 dolary i 37 centów, lecz co miesiąc będę przynosił 50 centów, dopóki go nie spłacę.
Sprzedawca zaoponował:
- Ależ ty nie możesz chcieć takiego psa. On nigdy nie będzie mógł biegać, skakać, bawić się z tobą tak, jak inne szczeniaki.
Chłopczyk schylił się i podwinął lewą nogawkę spodni, odsłaniając kaleką nogę, wspieraną dużą metalową klamrą. Spojrzał na właściciela sklepu i odparł cicho:
- Cóż, ja sam dobrze nie biegam, a ten szczeniak potrzebuje kogoś, kto to zrozumie!

- Dan Cla
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
29594 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2011-04-21 22:15, punktów: 18
- Teraz Ty, Michael. Pokaż, na co Cię stać. – usłyszałem. Zbliżyłem się na skraj sceny i zamknąłem oczy… Nie mogłem ich już więcej otworzyć. Nie czułem swojego serca, krwi w swoich żyłach, która zawsze żywo płynęła poprzez cały mój organizm. Czułem, jednak ludzką obecność. Czy chciał mnie ratować? Nic nie słyszałem. Mgła pod moimi powiekami zamieniła się w ciemność. Chciałem tylko zasnąć po wyczerpującej próbie. To była jedynie zwiększona dawka propofolu. Miałem stracić przytomność w kilka sekund, a niedługo potem się przebudzić. Wiedziałem, że się nie obudzę… Nagle wśród ciemności rozjaśniała maleńka gwiazdka. Nie. To nie była gwiazdka. To jeden z fanów zapalił płomyk. Chwilę później pojawiło się ich więcej. Najpierw drugi, potem trzeci, wreszcie dziesiąty, setny i tysięczny. Zaskoczony spojrzałem na twarze przede mną. Były smutne. A większość ze zgromadzonych płakała. Trzymali w dłoniach kwiaty i zdjęcia. Byłem na nich ja.
– Michael! – zawołał ktoś w tłumie.
– Tutaj - krzyknąłem. Nikt nie zareagował.
– Jestem tutaj! – ryknąłem na całe gardło. Stałem wśród nich.
– I tak Cię nie usłyszą. – oznajmił jasnowłosy chłopiec, który wyłonił się niespodziewanie zza moich pleców. Biła z niego jasność. Ostatni raz widziałem go bardzo schorowanego, a teraz wyglądał na osobę w pełni sił. Podszedłem bliżej.
– Ryan.
– Witaj, Michael.
– Czy ja śnię? – spytałem spokojnie.
- Tak. – odpowiedział chłopiec. – Już na zawsze. Jeszcze raz rozejrzałem się dookoła. Zobaczyłem aleję, na której znajdowała się moja gwiazda.
- Co się ze mną stało?
- Umarłeś.

Michael Jackson
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37684 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-23 18:48, punktów: 16
Sens życia...

Profesor filozofii stanął przed swymi studentami i położył przed sobą kilka przedmiotów.
Kiedy zaczęły się zajęcia, wziął spory słoik po majonezie i wypełnił go po brzeg dużymi kamieniami. Potem zapytał studentów, czy ich zdaniem słój jest pełny, oni zaś potwierdzili.
Wtedy profesor wziął pudełko żwiru, wsypał do słoika i lekko potrząsnął. Żwir oczywiście stoczył się w wolną przestrzeń między kamieniami. Profesor ponownie zapytał studentów, czy słoik jest pełny, a oni ze śmiechem przytaknęli.
Profesor wziął pudełko piasku i wsypał go, potrząsając słojem. W ten sposób piasek wypełnił pozostałą jeszcze wolną przestrzeń. Profesor powiedział: "Chciałbym, byście wiedzieli, że ten słój jest jak Wasze życie.
Kamienie - to ważne rzeczy w życiu: Wasza rodzina, Wasz partner, Wasze dzieci, Wasze zdrowie. Gdyby nie było wszystkiego innego, Wasze życie i tak byłoby wypełnione.
Żwir - to inne, mniej ważne rzeczy: Wasza praca, Wasze mieszkanie, Wasz dom albo Wasze auto.
Piasek symbolizuje całkiem drobne rzeczy w życiu. Jeżeli najpierw napełnicie słój piaskiem, nie będzie już miejsca na żwir, a tym bardziej na kamienie. Tak jest też w życiu: Jeśli poświęcicie całą Waszą energię na drobne rzeczy, nie będziecie jej mieli na rzeczy istotne. Dlatego dbajcie o rzeczy istotne - poświęcajcie czas Waszym dzieciom i Waszemu partnerowi, dbajcie o zdrowie. Zostanie Wam jeszcze dość czasu na pracę, dom, zabawę itd. Zważajcie przede wszystkim na duże kamienie - one są tym, co się naprawdę liczy. Reszta to piasek. ***

Po zajęciach jeden ze studentów wziął słój, wypełniony po brzeg kamieniami, żwirem i piaskiem. Nawet sam profesor zgodził się, że słój jest pełny.
Student bez problemu wlał do słoja butelkę piwa. Piwo wypełniło resztę przestrzeni - teraz słój był naprawdę pełen.
***

Morał z tej historii - nieważne, jak bardzo jest wypełnione Wasze życie, zawsze jest jeszcze miejsce na " jedno piwo"...
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
39763 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-07-16 15:57, punktów: 15
Popękany dzban

Pewna legenda hinduska opowiada o człowieku, który każdego dnia nosił wodę do swojej wioski w dwóch ogromnych dzbanach przytroczonych do drewnianego nosidła na jego ramionach. Jeden z dzbanów był starszy od drugiego i był cały popękany. Za każdym razem, kiedy mężczyzna wracał ścieżką do domu, tracił połowę wody. Młodszy dzban był zawsze bardzo dumny ze swojej pracy i z tego, że nigdy nie uronił ani kropli z powierzonej mu wody. Drugi dzban zaś się śmiertelnie wstydził, że wyciekała z niego woda i był w stanie swoje zadanie wypełnić tylko w połowi. Chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że pęknięcia były wynikiem wielu lat wytężonej pracy. Stary dzban był bardzo zawstydzony swoją starością, że pewnego dnia, gdy mężczyzna napełniał go woda ze studni, postanowił przemówić: - Chciałbym cię bardzo przeprosić. Jestem już bardzo stary i nie mogę utrzymać wszystkiej wody, którą mnie napełniasz... Człowiek uśmiechnął się tylko i łagodnie rzekł: - Kiedy będziemy wracać do domu, przyjrzyj się bacznie ścieżce, która od wielu już lat chodzimy od studni do domu. Dzban uczynił tak, jak kazał mu jego chlebodawca, i zauważył wiele kwiatów i warzyw rosnących wzdłuż drogi z jednej tylko strony.- Czy widzisz, o ile piękniejsza jest roślinność po twojej stronie ścieżki? - spytał mężczyzna. - Wiedziałem, że masz pęknięcia, ale postanowiłem je wykorzystać. Posiałem więc nasiona, a ty każdego dnia podlewałeś je po trochu. Ściąłem już dziesiątki róż, które zdobiły mój dom, a moja żona i moje dzieci mogły jeść sałatę, kapustę i cebulę, które urosły dzięki twojej pracy. Gdybyś nie był taki jaki jesteś, nigdy nie miałbym tego, co mam. W pewnym sensie wszyscy się starzejemy i z wiekiem nabywamy cech, które zawsze można przecież obrócić na nasza korzyść.

- Paulo Coelho
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
38816 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-04-25 18:00, punktów: 15
Mała dziewczynka.

Był sobie pewnego razu Wielki Mężczyzna, który poślubił kobietę swych marzeń. Ich miłość sprawiła, że przyszła na świat maleńka dziewczynka.
Była to bystra i pogodna dziewczynka i Wielki Mężczyzna bardzo, bardzo ją kochał.
Gdy była taka malutka, brał ją na ręce i nucąc jej piosenki, pląsał z nią po pokoju, powtarzając: "Kocham cię, Mała Dziewczynko".
Kiedy Mała Dziewczynka podrosła nieco, a Wielki Mężczyzna tulił ją do siebie, mówiąc: "Kocham cię, Mała Dziewczynko",
Mała Dziewczynka robiła kwaśną minkę i dąsała się: "Nie jestem już małą dziewczynką". Mężczyzna wybuchał wtedy śmiechem.
"Dla mnie zawsze nią pozostaniesz" - mówił.
Mała Dziewczynka, Która-Nie-Była-Już-Małą-Dziewczynką, opuściła w końcu rodzinny dom i poszła w świat.
Poznając coraz lepiej siebie, coraz lepiej poznawała Wielkiego Mężczyznę. Dostrzegała teraz jego siłę, pojęła, jak wielki i potężny jest naprawdę.
Jego moc polegała na tym, że potrafił okazać rodzinie swą miłość. Dokądkolwiek los zaniósłby ją, Mężczyzna telefonował do niej, by jej przypomnieć: "Kocham cię, Mała Dziewczynko".

Nadszedł jednak dzień, kiedy Mała Dziewczynka, Która-Już-Nie-Była-Małą-Dziewczynką, odebrała pewien straszny telefon. Wielki Mężczyzna został pokonany. Miał wylew.
Afazja, wyjaśnili Dziewczynce lekarze, nie może mówić. Nie byli też pewni, czy rozumie, co mówi się do niego.
Nie będzie mógł więcej łagodnie uśmiechać się ani wybuchać gromkim śmiechem, spacerować ani brać nikogo w objęcia, ani tańczyć...
Nie będzie mógł powtarzać Małej Dziewczynce, Która-już-nie-Była-Małą-Dziewczynką, jak bardzo ją kocha...
Dziewczynka przyszła do Wielkiego Mężczyzny. Kiedy leżał nieruchomo na łóżku, nie wyglądał wcale na wielkiego i silnego. Spojrzał na nią, próbował coś powiedzieć, lecz nie potrafił.
Mała Dziewczynka mogła zrobić tylko jedno. Wdrapała się na łóżko i usiadła obok Wielkiego Mężczyzny. Z ich oczu popłynęły łzy. Objęła niezdolne już do niczego ramiona ojca.
Przyciskając głowę do jego piersi, rozmyślała nad wieloma rzeczami. Przypomniała sobie owe cudowne lata, które spędzili razem, gdy Wielki Mężczyzna chronił ją i pielęgnował.
Jakżesz było jej smutno... Utraciła przecież słowa miłości, które wciąż dodawały jej otuchy...
Naraz usłyszała: to bicie serca Mężczyzny, serca, w którym mieszkała tamta muzyka i słowa... Biło miarowo i beztrosko,
nie zważając wcale na ułomność reszty ciała. I gdy trwała tak zasłuchana, zdarzyło się coś fantastycznego, zupełnie jak czary...
Usłyszała to, co tak bardzo pragnęła usłyszeć
Serce Wielkiego Mężczyzny wybijało powoli rytm słów, których nie mogły już więcej wypowiedzieć jego usta...
Kocham cię...
Kocham cię...
kocham cię...
Mała Dziewczynko...
Mała Dziewczynko...
Mała Dziewczynko...
I mogła być znów spokojna...

- Patty Hansen
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37744 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-24 14:01, punktów: 15
O talerzu dla babci

Pewna starsza pani mieszkała za miastem wraz z córką i wnuczkiem.
Mijały lata, a jej ręce stawały się coraz słabsze i słabsze, podobnie jak jej wzrok i słuch. Bardzo chciała być użyteczna, ale choroby i starość spowodowały, że miała niezręczne i niepewne ruchy. Tak więc babunia tłukła naczynia, gubiła sztućce, rozlewała wodę i potrawy.

Pewnego dnia jej córka, rozdrażniona tym, że matka zbiła jeszcze jeden cenny talerz, posłała chłopca, by kupił drewniany talerz dla babci.
Chłopiec ociągał się, ponieważ wiedział, że to upokorzyłoby jego babunię.
Głucha na jego wywody matka zmusiła go do posłuszeństwa.

Ale chłopiec wrócił do domu nie z jednym, lecz z dwoma drewnianymi talerzami.
- Przecież ci mówiłam, żebyś kupił jeden! - zgromiła go matka. - Czy nie zrozumiałeś?
- Owszem - odrzekł chłopiec - ale drugi kupiłem dla ciebie, kiedy będziesz stara.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37734 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-24 09:04, punktów: 15
Względność dobrych i złych wypadków

Stary człowiek i jego syn pracowali na małej farmie. Mieli tylko jednego konia, który ciągnął ich pług. Pewnego dnia koń uciekł.
– Jakie to straszne – współczuli sąsiedzi. – Co za nieszczęście.
– Kto to wie, czy to nieszczęście, czy szczęście – odpowiadał farmer.

Tydzień później koń powrócił z gór, przyprowadzając ze sobą do stajni pięć dzikich klaczy.
– Co za niesamowite szczęście! – mówili sąsiedzi.
– Szczęście? Nieszczęście? Kto wie? – odpowiadał starzec.

Następnego dnia syn, próbując ujeździć jedną z dzikich klaczy, spadł z niej i złamał nogę.
– Jakie to straszne. Co za nieszczęście! – mówiono.
– Nieszczęście? Szczęście?

Przyszło wojsko i wszystkich młodych mężczyzn zabrano na wojnę.
Syn farmera był nieprzydatny, więc pozostał.
– Szczęście? Nieszczęście?
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
38820 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-04-25 18:38, punktów: 15
"Oto najlepsza człowieczego życia cząstka: Garść bezimiennych zapoznanych czynów płynących z miłości"

- William Wordsworth


Cyrk

Pewnego razu, gdy byłem jeszcze nastolatkiem, wybrałem się z tatą do cyrku. Staliśmy w kolejce po bilety, tuż za pewną rodziną, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Nietrudno było zgadnąć, że nie są najbogatsi. Ubrani byli niedrogo, ale schludnie. Ośmioro dzieci, małych, z pewnością poniżej dwunastu lat, zachowywało się nienagannie, karnie stojąc w parach za rodzicami i trzymając się za ręce. Brzdące cały czas trajkotały z przejęciem, opowiadając sobie o klownach, słoniach i innych cudach, które miały za chwile zobaczyć. Z łatwością można było się domyślić, że jeszcze nigdy nie były w cyrku, i że wieczór ten zapowiadał się jako największa atrakcja w ich dotychczasowym życiu.

Rodzice stali z przodu, dumni ze swych latorośli. Ona trzymała czule dłoń swego męża i spoglądała na niego z uwielbieniem, jakby chciała powiedzieć: "Jesteś moim rycerzem w lśniącej zbroi". Widać było, że duma rozpiera mu serce; uśmiechał się i spojrzeniem przyznawał jej rację.

Gdy dotarli wreszcie do kasy, kasjerka zapytała go, ile chciałby biletów. Odparł z nieukrywanym zadowoleniem w głosie:

- Proszę osiem biletów ulgowych i dwa normalne. Wybieramy się do cyrku całą rodziną.

Kasjerka natychmiast podała cenę.

Żona puściła dłoń męża i skłoniła wstydliwie głowę. Mężczyzna pochylił się nieznacznie do okienka i drżącym głosem poprosił:

- Mogłaby mi pani powtórzyć?

Kasjerka posłusznie podała cenę jeszcze raz.

Nie miał tyle pieniędzy! Jak powie dzieciom, że nie stać go na bilety do cyrku?!

Mój tato, widząc, co się święci, poszperał w kieszeni, wyciągnął dwudziestodolarowy banknot i upuścił go na ziemię. (Bynajmniej nie byliśmy bogaci!) Potem pochylił się, podniósł zgubę i delikatnie poklepał mężczyznę po ramieniu.

- Przepraszam pana, zdaje się, że wypadło to panu z kieszeni - powiedział.

Mężczyzna natychmiast domyślił się, o co chodzi. Nie prosił o jałmużnę, lecz z pewnością był wdzięczny za pomoc w tak krępującej sytuacji. Spojrzał mojemu ojcu prosto w oczy, ujął w obie ręce jego dłoń zaciśniętą mocno na dwudziestodolarówce. Drżały mu usta, a po policzkach spływały łzy.

- Dziękuję, dziękuję panu - rzekł. - To tak wiele dla znaczy dla mojej rodziny …

Wróciliśmy z tatą do domu. Nie spędziliśmy tego wieczora w cyrku, ale humor mieliśmy doskonały.


- Dan Clark
z książki "Balsam dla duszy 2"
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37674 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-23 18:12, punktów: 15
Drewniany płot

Marek nie miał łatwego charakteru. Jego ojciec dał mu pewnego dnia worek gwoździ i kazał wbijać w okalający ogród płot - każdy brak cierpliwości, każdą kłótnię miał dokumentować jeden gwóźdź w płocie.
Pierwszego dnia wbił ich 37. W następnych tygodniach nauczył się panować nad sobą i liczba wbijanych gwoździ malała z dnia na dzień: odkrył, że łatwiej jest panować nad sobą niż wbijać gwoździe.
Wreszcie nadszedł dzień, w którym nie wbił ani jednego. Poszedł więc do ojca i powiedział mu to. Wtedy ojciec kazał mu wyciągać z płotu jeden gwóźdź każdego dnia, w którym nie straci cierpliwości i nie pokłóci się z nikim.
Mijały dni…… i w końcu Marek mógł powiedzieć:
- Wyciągnąłem z płotu wszystkie gwoździe.
Wtedy ojciec zaprowadził go przed płot i rzekł:
- Spójrz ile w płocie jest dziur. Płot nigdy już nie będzie taki, jak dawniej.
Kiedy się z kimś kłócisz, kiedy kogokolwiek i w jakikolwiek sposób obrażasz, zostawiasz w nim ranę. Możesz wbić człowiekowi nóż, a potem go wyciągnąć, ale rana pozostanie. Nieważne, ile razy będziesz przepraszał, rana pozostanie; rana zadana słowem boli tak samo, jak rana fizyczna.
Mów więc ludziom miłe rzeczy, uśmiechaj się zamiast martwić i denerwować, nie narzekaj, nie patrz na wroga wilkiem, a jeśli to możliwe postaraj się zrobić coś, co wywoła choć niewielki uśmiech na jego twarzy.
Wiem, to nie jest łatwe, ale nikt nie mówi, że życie jest usłane różami i nie wymaga od nas żadnego wysiłku.

Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37706 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-24 06:05, punktów: 15
Wszystko, co drażni nas w innych może prowadzić do zrozumienia siebie.” Carl Jung

Tolerancja to zewnętrzny wymiar akceptacji – musisz nauczyć się przyj­mować wszystkie cechy innych i pozwolić im być i znajdować wyraz dla własnego człowieczeństwa. Żeby żyć w zgodzie z in­nymi, musisz nauczyć się tolerancji. Tolerancja ucisza ukrytego w twoim umyśle wewnętrznego krytyka, dzięki temu możesz kierować się zasadą"żyj i pozwól żyć innym”.

Pewnego dnia, a miałam wtedy szesnaście lat, szłam 57 Ulicą w Nowym Jorku. Wówczas po raz pierwszy w życiu uświadomi­łam sobie nagle, ze jakiś głos w głowie przemawia do mnie. Przypominało to nieustanny komentarz na temat każdego, kto znalazł się w moim polu widzenia. Głos bez ustanku przekazywał swoje wrażenia, najczęściej niepochlebne Zdałam sobie sprawę, ze potrafię odnieść się krytycznie do każdej mijanej osoby. Na­stępnie przyszła mi do głowy myśl „Czy to nie zdumiewające? Jestem chyba jedyną doskonałą osobą na świecie, bo wszyscy mają jakieś negatywne cechy”.

Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, jak śmiesznie to brzmi, przyszło mi do głowy, ze być może moje oceny przechodniów są odzwierciedleniem mnie samej i nie mają nic wspólnego z obiektywną rzeczywistością. Zaczęłam rozumieć, że to, jak ich po­strzegam, mówi więcej o mnie niż o nich. Uświadomiłam sobie również, że prawdopodobnie oceniałam wszystkich tak surowo by samej poczuć się lepiej. Postrzegając ich jako zbyt otyłych, niskich czy dziwacznie ubranych, uważałam siebie przez porów­nanie za szczuplejszą, wyższą i modniej ubraną. Moja nietolerancja we własnym pojęciu gwarantowała mi poczucie wyższości.

W głębi duszy wiedziałam, że krytyka innych pomaga pokrywać własne niedostatki i rekompensuje poczucie braku bez­pieczeństwa. Postanowiłam przeanalizować każdą ocenę usłyszaną w głowie i potraktować ją jako zwierciadło odbijające ukrytą część własnej natury. Odkryłam, ze potrafię zaakceptować tylko nielicznych ludzi. Ponieważ rzadko nawiązywałam kontakty z ludźmi odmiennymi od siebie, doprowadziłam do własnego wyobcowania. Od tamtego dnia traktowałam każdą ocenę jako szansę poszerzenia wiedzy o sobie.

Dokonanie tej przemiany oznaczało, ze muszę przestać oceniać świat. Rezygnacja z pełnego nietolerancji przekonania o własnej racji sprawiła, ze nie mogę już automatycznie uznawać siebie za lepszą od innych, a w rezultacie musiałam przyjrzeć się uważniej własnym wadom.

Ostatnio byłam na służbowym obiedzie z mężczyzną, który miał złe maniery przy stole. W pierwszym odruchu chciałam uznać go za nieprzyzwoitego, a jego maniery za odrażające. Kiedy zauważy­łam, że go oceniam, przerwałam i zapytałam siebie, co czuję. Odkryłam, że było mi wstyd, iż ludzie widzą mnie z kimś, kto żuje z otwartymi ustami i głośno wyciera nos w serwetę. Zdumiało mnie to, jak wielką wagę przywiązuję do tego, jak postrzegają mnie goście w restauracji. Musiałam świadomie zmienić perspektywę – nie postrzegać sytuacji jako związanej z tym mężczyzną, tylko ze mną i moim zawstydzeniem. To pozwoliło mi potrakto­wać zachowanie tego człowieka jak zwierciadło, w którym mogłam dostrzec własny brak poczucia bezpieczeństwa związany z tym, ze jestem widziana z kimś tak dalece odbiegającym od normy.

Ostatecznym celem dokonania takiej zmiany perspektywy w postrzeganiu i nauczeniu się tolerancji jest powiedzenie sobie „No i co z tego, ze ktoś jest taki to a taki” i odzyskanie dzięki temu władzy. Gdyby mężczyzna, z którym jadłam obiad, nadal budził mój wstręt, miałby nade mną władzę. Pozwoliłabym, żeby jego zachowanie wyznaczało moje uczucia. Uświadamiając sobie, że moja ocena jego osoby odnosiła się pod każdym względem do mnie, zneutralizowałam wpływ, jaki miały na mnie jego ma­niery, i odzyskałam władzę.
Kiedy kogoś nie tolerujesz, zapytaj siebie „Jakie uczucie, którego nie chcę doznać, kryje się pod tą oceną?” Może to być przykrość, zażenowanie, brak poczucia bezpieczeństwa, lęk lub jakieś inne negatywne uczucie, które ta osoba w tobie budzi. Skup się na doświadczeniu tego uczucia, aby nietolerancja zniknęła i abyś mógł przyjąć zarówno własne emocje i działania, jak i zachowanie ocenianej osoby.

Pamiętaj, że twoja negatywna ocena drugiego człowieka nie chroni cię przed powielaniem jego niedociągnięć.
Fakt, że uznałam mężczyznę z którym jadłam obiad, za nieprzyzwoitego, nie chronił mnie przed zachowywaniem się lub wyglądaniem jak on, podobnie okazanie mu tolerancji nie sprawi, że zacznę nagle przeżuwać jedzenie z otwartymi ustami.
Bez względu na surowość ocen i nieprzejednanie nietolerancji, nie chronią one przed niczym… poza miłością.

- Cherie Carter-Scott
Jeśli życie jest grą, oto jej reguły.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37691 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-23 19:48, punktów: 15
PRZEBACZENIE

Pewien dobry, aczkolwiek słaby chrześcijanin spowiadał się, jak zwykle, u swojego proboszcza. Jego spowiedzi przypominały zepsutą płytę: zawsze te same uchybienia, a przede wszystkim ten sam poważny grzech.

- Koniec tego! - powiedział mu pewnego dnia zdecydowanym tonem proboszcz.
- Nie możesz żartować sobie z Boga.
Naprawdę ostatni już raz rozgrzeszam cię z tego przewinienia.
Pamiętaj o tym!

Ale po piętnastu dniach człowiek znów przyszedł do spowiedzi wyznając ten sam grzech. Spowiednik naprawdę stracił cierpliwość:

- Uprzedzałem cię, że nie dam ci rozgrzeszenia.
Tylko w ten sposób się nauczysz...

Poniżony i zawstydzony mężczyzna podniósł się z klęczek. Dokładnie nad konfesjonałem, zawieszony był na ścianie wielki, gipsowy krzyż. Człowiek wzniósł nań swe spojrzenie.
I właśnie w tym momencie gipsowy Chrystus z krzyża ożywił się, podniósł swoje ramię i uczynił znak przebaczenia:
"Rozgrzeszam cię z twojej winy..."

Każdy z nas związany jest z Bogiem, pewną nitką. Kiedy popełniamy grzech, ta nić się przerywa. Ale kiedy ubolewamy nad naszą winą - Bóg zawiązuje na nitce supełek i w ten sposób staję się ona krótsza. Przebaczenie zbliża nas do Boga.

- Bruno Ferrero
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
38821 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-04-25 18:44, punktów: 15
Cierpliwość

Kochałam cię, gdy byłaś tylko myślą, snem o przyszłym macierzyństwie. Kochałam cię, gdy zastanawiałam się, jak będziesz wyglądać. Trudno było wyobrazić sobie, jak będę nosić twoje maleńkie ciałko, a właściwie tworzyć nowe życie. Wiedziałam jednak, że pewnego dnia staniesz się rzeczywistością, a mój sen o macierzyństwie wreszcie się spełni.
Gdy nadszedł ten dzień, czułam, że śnię. Nie mogłam uwierzyć, że już jesteś we mnie. Głaskałam swój brzuch i mówiłam do ciebie. Myślałam o dniu, gdy będę mogła wziąć cię w ramion, spojrzeć na ciebie i wreszcie zobaczyć, jak wyglądasz, ty - moje dziecko. Wszystko, co robiłam, robiłam dla ciebie. Przygotowywałam posiłki i jadłam z myślą o tobie, o kruchym życiu, które w sobie noszę.
Twój tatuś i ja zaprojektowaliśmy pokój, wybieraliśmy dla ciebie imiona i zaczęliśmy oszczędzać na twoją przyszłość. Już cię kochaliśmy. Nie mogliśmy doczekać się, gdy ściśniesz nasze palce swoimi maleńkimi paluszkami. Niecierpliwie czekaliśmy, by kąpać twoje delikatne ciałko i słuchać twojego kwilenia, gdy będziesz głodna.
Pragnęliśmy ujrzeć, jak stawiasz pierwsze kroki, usłyszeć, jak wypowiadasz pierwsze słowa, i przeżyć twój pierwszy dzień w szkole. Tęskniliśmy za tym, by pomagać ci w lekcjach i chodzić na twoje mecze. Próbowałam sobie wyobrazić, jak moje malutkie dziecko nazywa tatusiem mężczyznę, którego kocham. Widzieliśmy to wszystko oczami wyobraźni podczas tych miesięcy, gdy rosłaś we mnie. Kochaliśmy cię!
I w jednej chwili zabrano nam te marzenia. Pewnego mglistego poranka podczas rutynowej kontroli dowiedzieliśmy się, że już kilka tygodni wcześniej przestałaś się rozwijać. Odeszłaś od nas, a my nawet o tym nie wiedzieliśmy. Wszystkie nasze myśli i marzenia były daremne. Ale ciągle cię kochaliśmy! Upłynęło dużo czasu, zanim otrząsnęliśmy się z szoku. Powiedziano nam, że za parę miesięcy znowu mogę zajść w ciążę. Ale my pragnęliśmy ciebie!
W końcu zdałam sobie sprawę, że Bóg nie chciał, abyśmy wtedy mieli dziecko, że powinniśmy się do tego lepiej przygotować. Uspokoiło nas to trochę, lecz nadal tęskniliśmy za tobą. Nie mogliśmy się ciebie doczekać, lecz musieliśmy być cierpliwi. Wiedzieliśmy, że gdy się narodzisz, ja zostanę w domu. Jednak byś miała lepsze życie, twój tatuś powinien najpierw skończyć studia. I w ten sposób pogodziliśmy się w końcu ze stratą.
Od tamtej pory minęły cztery lata. Pewnego poranka siedziałam w brodziku z moją trzyletnią córeczką. Obserwowałam, jak małymi rączkami nabiera wody do wiaderka, i podziwiałam jej dziecięcą niewinność. To naprawdę cud, że mogliśmy przebywać z taką wspaniałą istotą. Nagle córeczka spojrzała na mnie uważnie i powiedziała z błyskiem w oku:
- Mamusiu, nie byłaś gotowa, gdy przyszłam pierwszy raz, prawda?
Objęłam moją wspaniałą córeczkę i odparłam ze łzami w oczach:
- Tak, ale bardzo tęskniliśmy, gdy odeszłaś.
Już nie opłakujemy naszego utraconego dziecka, ponieważ ono do nas wróciło. To jest to samo dziecko, które pokochaliśmy tak wiele lat temu.

- Sara Parker
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37681 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-23 18:35, punktów: 15
Pocieszenie

Mała dziewczynka wróciła do domu od sąsiadki, której ośmioletnia córeczka niedawno tragicznie zmarła.
- Po co tam chodziłaś? - spytał ojciec.
- Żeby pocieszyć tę biedna panią.
- Jesteś przecież taka malutka, w jaki sposób mogłaś ją pocieszyć?
- Usiadłam jej na kolanach i płakałam razem z nią.

Jeśli obok Ciebie jest ktoś cierpiący, płacz razem z nim.
Jeżeli jest ktoś szczęśliwy, śmiej się wraz z nim.
Miłość patrzy i widzi, nasłuchuje i słyszy.

- Bruno Ferrero
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37679 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-23 18:29, punktów: 15
Najpiękniejszy ze wszystkich darów

Każdego poranka bogaty i wszechpotężny król Bengodi odbierał hołdy swoich poddanych. W swoim życiu zdobył już wszystko to, co można było zdobyć i zaczął się trochę nudzić.
Pośród różnych poddanych zjawiających się codziennie na dworze, każdego dnia pojawiał się również punktualnie pewien cichy żebrak. Przynosił on królowi jabłko, a potem oddalał się równie cicho jak wchodził.
Król, który przyzwyczajony był do otrzymywania wspaniałych darów, przyjmował dar z odrobiną ironii i pobłażania, a gdy tylko żebrak się odwracał, drwił sobie z niego, a wraz z nim cały dwór. Jednak żebrak tym się nie zrażał.
Powracał każdego dnia, by przekazać królewskim dłoniom kolejny dar. Król przyjmował go rutynowo i odkładał jabłko natychmiast do przygotowanego na tę okazję koszyka znajdującego się blisko tronu.
Były w nim wszystkie jabłka cierpliwie i pokornie przekazywane przez żebraka. Kosz był już prawie całkiem pełen.
Pewnego dnia ulubiona królewska małpa wzięła jedno jabłko i ugryzła je, po czym plując nim, rzuciła pod nogi króla. Monarcha oniemiał z wrażenia, gdy dostrzegł wewnątrz jabłka migocącą perłę. Rozkazał natychmiast, aby otworzono wszystkie owoce z koszyka. W każdym z nich, znajdowała się taka sama perła. Zdumiony król kazał zaraz przywołać do siebie żebraka i zaczął go przepytywać.
- Przynosiłem ci te dary, panie - odpowiedział człowiek - abyś mógł zrozumieć, że życie obdarza cię każdego dnia niezwykłym prezentem, którego ty nawet nie dostrzegasz i wyrzucasz do kosza.
Wszystko dlatego, że jesteś otoczony nadmierną ilością bogactw.

Najpiękniejszym ze wszystkich darów jest każdy rozpoczynający się dzień.

- Bruno Ferrero
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37680 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-23 18:33, punktów: 14
Błękitne kamienie

Jubiler siedział przy biurku i patrzył w roztargnieniu na ulicę przez witrynę swojego eleganckiego sklepu. Jakaś dziewczynka podeszła do sklepu i przycisnęła nosek do wystawy. Jej oczy w kolorze nieba zabłysły, gdy dostrzegła jeden z wystawionych przedmiotów. Weszła zdecydowanym krokiem i wskazała palcem w kierunku wspaniałego naszyjnika z błękitnych turkusów.
- To dla mojej siostry. Może pan ładnie zapakować, bo to prezent?
Właściciel sklepu zmierzył małą klientkę wzrokiem pełnym niedowierzania i zapytał:
- Ile masz pieniędzy?
Dziewczynka bez zakłopotania, wspinając się na palcach, położyła na ladzie metalowe pudełeczko, otworzyła je i opróżniła. Wyleciał z niego bilecik, garść monet, kilka muszli i kilka figurek.
- Wystarczy?- spytała z dumą - Chcę zrobić prezent dla mojej starszej siostry. Od kiedy nie ma już z naszej mamy, ona ją zastępuje i nie ma nawet wolnej chwili dla siebie. Dzisiaj są jej urodziny i jestem pewna, że ten prezent uczyni ją szczęśliwą. Te kamienie maja taki sam kolor jak jej oczy.
Jubiler poszedł na zaplecze sklepu, wyniósł stamtąd wspaniały papier pakunkowy, czerwony i złoty i owinął nim troskliwie szkatułkę.
- Weź go - powiedział do dziewczynki. - Nieś ostrożnie.
Dziewczynka ruszyła, dumnie trzymając w ręku paczuszkę jak trofeum. Godzinę później weszła do sklepu piękna dziewczyna z czupryną w kolorze miodu i przecudnymi, błękitnymi oczami. Położyła stanowczo na ladzie paczuszkę, którą jubiler z taką starannością pakował, i spytała:
- Ten naszyjnik został kupiony tutaj?
- Tak, panienko.
- I ile kosztował?
- Ceny wystawiane przez mój sklep są poufne: przeznaczone dla klienta i dla mnie.
- Ale moja siostra miała zaledwie kilka drobnych. Nie mogłaby nigdy zapłacić za naszyjnik taki jak ten!
Jubiler wziął szkatułkę, zamknął ją wraz z jej zawartością, na nowo starannie zapakował i oddał dziewczynie.
- Twoja siostra zapłaciła.
Zapłaciła cenę wyższą niż ktokolwiek inny: oddała wszystko, co posiadała.

- Bruno Ferrero
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus

Strony: 1  2  3  4  5  6    >
Poleć Klamerkę
Szukaj
Twoje konto

Zarejestruj się

Imieniny
Najwięcej dodali
Święto na dziś
  • dziś luźno ;)
    Masz bloga albo stronę?
    Podoba ci się ta strona? Wstaw do siebie nasz link :)