Opcje:

Opowiadania

rozmiar tekstu: A AA AAA

Strony: <  1  2  3  4  5  6  

Opowiadania Sortuj: Wedłg daty | ilości punktówDodaj w tej kategorii

37648 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-22 10:00, punktów: 1
OPOWIADANIA NARKOMANÓW

Narkoman 1

"Mam 33 lata. Jestem narkomanem, od 10 lat nie biorę. Pierwszy raz wziąłem w wieku 16 lat. Namówili mnie koledzy w szkole. Może przez ciekawość, a nawet bardziej potrzebę akceptacji i bycia jak inni z paczki. Byłem zbuntowany. Moi kumple, moje narkotyki - to był cały mój świat. Miałem wiele kompleksów. Kiedy byłem przyćpany swawolnie gadałem, nie wstydziłem się swojego wyglądu, nie zależało mi na niczyjej opinii. (...)
W Monarze stykałem się z dziećmi z różnych rodzin. Kiedy rodzice są nadopiekuńczy, dzieciak może zacząć brać, żeby pokazać, że jest odrębną osobowością. Znałem 16-latków, którzy w nagrodę za zdanie do następnej klasy dostawali mieszkanie, kieszonkowe i samochód. Mimo to wpadli w nałóg.
Jak słyszę, że ktoś pali marihuanę jak papierosy, to mówię mu, że nie znam takiego narkotyku, który byłby bezpieczny. "Trawa" jest największym świństwem jaki może być - palisz ją i nie widzisz żadnych zmian u siebie. Wydaje ci się jeszcze bardzo długo, że możesz normalnie funkcjonować. To pułapka."

Narkoman 2 (19-latek z Poznania)

"Trudno mi rozmawiać o nałogu, bo jeszcze w nim siedzę, ale nie lubię nazywać się narkomanem. (...)
Od czasu do czasu brałem amfę jak musiałem udowodnić w szkole, że się uczę. Zawalałem lekcje. Na maturę w ogóle nie poszedłem. Trafiłem na detoks. Ośrodka nie wytrzymałem. Uciekłem, a na drugi dzień byłem po staremu ugotowany. Muszę tam wrócić, bo nadal od czasu do czasu biorę. Teraz jestem w zawieszeniu. Nie wiem co będzie dalej."

Narkoman 3

"Co jest niebezpiecznego w tych spidach, ano to, że bardzo, ale to bardzo uzależniają psychicznie... Po prostu praktycznie... już pierwszy raz i jest się uzależnionym od tego. Co to znaczy uzależnionym? Uzależnieni to nie znaczy, że się będzie brało do końca życia dzień w dzień. To jest taka skaza psychiczna, która polega na tym, że receptory, które odbierają tego spida są już uczulone i tak jakby mówiąc na chłopski rozum głodne tej amfetaminy do końca życia. Nie jest to głód śmiertelny ale dosyć poważny, i... Ano cóż się dzieje, bezsenność, po tym się nie śpi, wystarczy, że człowiek przez 4 doby nie będzie spał, w jego mózgu, mózg nie tylko myśli, ale jest gruczołem dokrewnym, produkuje różnego rodzaju hormony, produkuje taką substancję endogenną, która jest identyczna z LSD. Różni się tylko ilością łańcuchów. Po prostu wiecie jak LSD działa - jest to najsilniejszy halucynogen jaki udało się wymyślić człowiekowi, no i takiemu facetowi zaczynają urealniać się rzeczy, jego największe obawy, rozczarowania i kompleksy. On to wszystko zaczyna widzieć, więc to jest strach z tego powodu, a dwa taki człowiek nie wie co jest prawdą, a co nie i finisz - ostra schizofrenia. Paranoja nieodwracalna, prawda, zaburzenia, wariatkowo. Houston, centrum lotów kosmicznych. Niestety. I co dalej. Amfetamina normalnie... i w ogóle jeszcze po tych spidach występują takie zaburzenia, zauważyłem u siebie, nie wyczytałem, zauważyłem u siebie... No więc ja... dochodzi do takich automatycznych czynności, wygniatanie sobie syfów na twarzy kwestia 8 godzin, do samego mięsa. Wołasz o 4 nad ranem. Ja się doszukiwałem drzazg w swoich rękach z igłą... Przeróżne rzeczy. Ja myślałem kiedyś, że skoro studiuję medycynę, znam dokładnie mechanizmy, budowę, ale perfekt prawda, tą heroinę to jakim cudem ona będzie mną kierowała, prawda? Zabiła mnie moja własna pewność siebie, pycha.

Narkoman 4

"Moja jedyna rada, żeby szli do ośrodków, no, bo na zewnątrz już nie ma dla nich żadnej szansy. Dilerzy na tych ludziach robią duże pieniądze, a to jest praktycznie motłoch, który kurde idzie na to. Tracą pieniądze i płacą za własną śmierć. Tylko, że oni tego nie rozumieją, no. A tutaj mogą zrozumieć tę sprawę, mogą przekonać się, że byli wykorzystywani, z jednej strony, w życiu. Straszne. Bo praktycznie grube pieniądze się za własną śmierć płaci. Później jak do piachu nie pójdą... Muszą dojść do tego, że prędzej, czy później, jak nie pójdą do piachu, nie trafią do więzienia to trafią do MONAR-u.

Narkoman 5

Tym co zaczynają, bym powiedział, żeby natychmiast po prostu pojechali na wakacje, gdzieś daleko stąd, a tym co biorą to nie ma co mówić. Oni wszystko wiedzą najlepiej, ale to niczego nie zmienia.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37647 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-22 09:54, punktów: 0
SMAK OCZEKIWANIA wrzuć na facebook5

Postanowiła nie jeść. Od września wzbogaciła się o kilka cm w pasie, biodrach, udach. Jej noworoczne postanowienie: nie tknę słodyczy. Ani cukierków, ciasteczek czy ukochanych ostatnio m&m’sów. Poznali się w nietypowych okolicznościach. Przedstawiono ich sobie w maleńkim kiosku nieopodal bocznego wejścia do Centrum Onkologii. Był czerwiec. Czekała na konsultację. Anestezjolog nie przychodził. Nie była głodna. Poszła kupić wodę, a wyszła z nimi. Orzeszki laskowe w mlecznej czekoladzie. Skusiły ją żółtym opakowaniem. Miała nadzieję, że zarażają optymizmem. Od tej pory ilekroć je mija na sklepowych półkach przypomina sobie tamten dzień, w którym ich smak został przypisany oczekiwaniu i bezsilności. Pozostanie im przypisany do końca ich spożywczego bytu. Otworzyła. Okazały się duże, kolorowe i faktycznie nie rozpuszczały się w dłoni, choć mocno je ściskała. Później zabierała je ze sobą. Razem jeździli autobusem 69 w kierunku osiedla Tatrzańskiego przez Centrum Onkologii. Towarzyszyły jej w windzie dla pacjentów, recepcji i korytarzu na oddziale chirurgii onkologicznej. To zdumiewające, ale nie puściły ani razu farby z ust. Musiały być dzielne tak jak i ona. Czasami, gdy nie miała siły wstać wcześniej by tam pojechać, dawały jej zastrzyk energii chwilowo podtrzymując na duchu. Zastępowały śniadanie, obiad, kolację. Były jedynymi świadkami łez. Łez bezsilności. Przestała je kupować w sierpniu, ale nie mają jej tego za złe.

Pierwsze łóżko po prawej. Jedyne łóżko z „kunim”. Kuń był koloru zielonego, pewności co do tego nie mam, może i był błękitny. Za to na pewno musiał być silny. Dźwigał ciężar babci próbującej usiąść lub przewrócić się na drugi bok. Kuń był paskiem od szlafroka. Posłusznie przywiązany do przedniego oparcia czekał, aż wychudzone palce go chwycą by wykonać prosty manewr. Gdy ma się przerzuty do kości nic nie jest proste. Kuń miał na imię szkapa, nie jadał owsa, nie galopował. Stał w pogotowiu i nie zgadniecie, ale też nie rozpuszczał się w dłoni, a możecie mi wierzyć mocno były zaciśnięte w sześćdziesięcioletnich piąsteczkach jego lejce. Nie skarżył się, że boli, tak jak i babcia. Ból wykrzywiał jej twarz niemiłosiernie. Pomarszczył jeszcze bardziej skórę i raczył się jej cierpieniem. Był dumny z siebie patrząc w lustro szpitalnej toalety. Wiele udało mu się dokonać w zaledwie rok. Zjadał ją systematycznie komórkę po komórce. Po pół roku ważyła 12kg mniej. Minęło sześć miesięcy i kolejne 10 mniej. Ciągle nie mógł się zasycić. Pasibrzuch.

Pasibrzuch jej nienawidził, bo wcale się go nie bała. Przerażenie w oczach dodawało mu animuszu, a strach przed nim podbudowywał jego ego. Złamał ją fizycznie, ale nie psychicznie. Walczyła do końca. Do końca wierzyła w zwycięstwo. Odważnie spoglądała w lustro dzień po dniu. Zaciskała zęby. Nie narzekała.

― Gnoty mnie bolą siostrzyczko, bo tak się zeschłam― tłumaczyła.

Denerwowały ją notorycznie powtarzane pytania jak się czuje. A jak może czuć się ktoś chory, śmiertelnie chory? Rewelacyjnie i z dnia na dzień lepiej, nie wiedzieliście o tym? Nie zgadzacie się? To po co te głupie pytania. Mówią, że nie ma złych pytań. To jest wyjątek potwierdzający regułę. Nie liczyła na litość. Szukała zrozumienia. Inni też szukali.

Inni. Córki, synowie, mąż, synowa, wnuki, bratowa, przyjaciółka, która załatwiła jej dawno temu pracę i przy okazji nauczyła palić, sąsiadka życzliwie pytająca czy Janka ma się lepiej. Każdy z nich szukał. Szukali różnie. Odpowiedzi na pytanie dlaczego? Chętnego co przyjmie łapówkę w zamian za przyjęcie do szpitala. Szybsze przyjęcie. Lekarstwa. Pocieszenia. Jedni pili, drudzy chodzili na msze i gorliwie się modlili. Ktoś się śmiał w głos. Ktoś wieczorami tańczył, a jeszcze inny krzyczał na wszystkich. Radzili sobie jak mogli najlepiej. Na swój własny sposób. Starali się być dzielni. Nie rozumiała czemu płaczą. Czemu mają podpuchnięte oczy. Czemu przynoszą jej owoce i jogurty jak ona nie może jeść, bo ciągle wymiotuje. Straciła apetyt. Wymyśliła, że jak przestanie jeść to nie będzie miała czym wymiotować i przestanie. Nie przestała.

― Lekarz powiedział, że mam nowotwór, znaczy się raka. Wiedziałaś? ― spytała obojętnie.

― Tak.

― A od kiedy wiesz?

― Od początku.

― Mają mi usunąć żołądek, co ja wtedy będę mogła jeść Martunia?

Była za słaba na operację. Nie przeprowadzono jej, bo było za późno. Pozostały naświetlania. Miały zmniejszyć ból. Nie zmniejszyły. Nie dojechała na nie.

― Córcia, czemu nie chcą mnie zoperować? ― dopytywała, a Marta patrząc w oczy mówiła z przekonaniem:

― Stwierdzili, że jesteś za słaba na zabieg i możesz się nie wybudzić. Muszą najpierw cię wzmocnić. Spróbują naświetleń, będziesz miała chemię, a potem…

― O matko, to mi włosy wyjdą― przeraziła się ― jakąś chusteczkę założę.

Wtedy się popłakała. Nie dlatego, że odchodzi. Żal jej było włosów.

― Jak tylko wyjdę z tego przeklętego szpitala zjem chleb z boczkiem i kotlety mielone z sosikiem i kartofelkami. Albo zrobię sobie golonkę, taką tłustą, bo babcia lubi tłuste. Już czuje jej smak, jak rozpływa się w ustach. Jak byłaś mała też lubiłaś takie tłuste. Kuśte i kuśte! Kłóciłaś się… ― zamyśliła się. Zasnęła. Wcale nie spała. Zmęczona była i chciała spokojnie pomarzyć o pomidorówce na kościach, kaczej szyi i kuper, cały dla niej!

― Córka, jeszcze jesteś? Przysnęłam chyba… Jedź już do siebie, nie musisz mnie pilnować. Nie bój się, babcia nigdzie nie ucieknie ― mówiła wolno, coraz wolniej i ciszej ― śniła mi się botwinka. Taka z młodych buraczków. Zjadłabym ją sobie, niech no tylko wyjdę… ― opuściła głowę na poduszkę i powtórzyła ― niech no wyjdę…

A jak smakuje twoje oczekiwanie?

Autor: martatrzasi
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37125 | Opowiadania | Dodał: ulinka, 2012-02-09 09:05, punktów: 0
Siedząc nad rzeką czekała na niego.
Wiatr rozwiewał Jej włosy,
a słońce nadało im rudawy odcień.
Wyglądała nadzwyczaj pięknie.
Usłyszała kroki.
Automatycznie na Jej twarzy pojawił się uśmiech.
Nie musiała się odwracać, żeby upewnić się,
że to On po prostu to czuła.
Po chwili niepewnie usiadł koło Niej.
Nawet się nie przywitał patrzył jedynie w dal.
Przytuliła go tak jak zawsze najbardziej lubił.
Siedziała w ciszy wtulona w Niego.
- To... to koniec. - wykrztusił.
Jej serce wpadło w arytmię,
z oczu pociekły słone krople.
Po kilku sekundach podniosła
zalaną łzami twarz znad Jego piersi.
Wciąż na Nią nie patrzył
Wstał. Odszedł.
- Jesteś mi tak bardzo potrzebny... - wyszeptała.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
32568 | Opowiadania | Dodał: tesz, 2011-10-02 16:13, punktów: 11
Bajka

- Mamusiu, mamusiu?
- Tak, kochanie?
- Opowiesz mi bajkę?
- Znasz już wszystkie bajki prawie na pamięć.
- Ale opowiedz mi bajkę, proszę.
- Dobrze opowiem Ci bajkę, ale będzie to bajka inna niż te, które znasz.
– Chcesz?
- Chcę
- To posłuchaj …
Rzecz się dzieje za morzami, za górami, za lasami, jak to w bajkach bywa , ale czasy są współczesne.
Była sobie dziewczyna i był sobie chłopak, mieszkali w sąsiadujących ze sobą wioskach.
Od najmłodszych lat oboje bardzo się lubili, razem chodzili do tej samej szkoły i klasy, razem siedzieli w jednej ławce.
Spędzali z sobą dużo czasu w szkole i po lekcjach. Wzajemnie odwiedzali się w swoich domach. Było między nimi coś szczególnego, co rzadko się zdarza między dwojgiem ludzi, a wtedy byli jeszcze dziećmi. Było im z tym dobrze.
Lata mijały, czas szedł na przód, a dziewczyna i chłopak wciąż byli razem, wciąż się przyjaźnili. Ta sama szkoła, ta sama klasa i wciąż jedna ławka. Dziewczyna i chłopak dorastali.
Wraz z nimi dorastała więź, która ich łączyła , ale los potrafi płatać figle.
Dziewczyna wraz ze swoimi rodzicami wyprowadziła do innego miasta. Przyszedł czas rozstania.
- i co, i co było dalej? Czy to już koniec bajki ?
- Nie, bajka trwa dalej.
Dziewczyna i chłopak mieszkali teraz w innych miastach. Nie chodzili razem do tej samej szkoły, klasy i nie siedzieli już razem w jednej ławce.
Nie spędzali ze sobą już tyle czasu jak kiedyś, gdy mieszkali w tej samej wiosce.
- Mamusiu, a co stało się z ich przyjaźnią? Tym szczególnym porozumieniem?
- Ich przyjaźń trwała dalej. Pisali do siebie listy. Co prawda rzadziej się już widywali, jednak przyjaźń przetrwała próbę czasu. Lata mijały, a czas płynął. Przestali już być dziećmi .
Dziewczyna – przemieniła się w pannę, a chłopak wyrósł na przystojnego młodzieńca. Pokończyli szkoły, zdobyli zawód, który miał im w dorosłym życiu być źródłem utrzymania. Wraz z nimi dojrzewała przyjaźń.
I tu los nie dał o sobie zapomnieć, i potrafił być okrutny. Dziewczyna i chłopak rozstali się .
- Mamusiu, dlaczego się rozstali?
- Tak naprawdę, to nikt tego nie wie co było powodem rozstania.
Ale jedno jest pewne - ta szczególna nić porozumienia przerodziła się w młodzieńczą miłość, która ich wystraszyła.
Nie rozumieli jej wtedy, bali stawić jej czoła, nie podjęli wyzwania jakie niosło to uczucie…
- Czy to już koniec bajki ?
- Jak będziesz tak ciągle przerywać i się dopytywać, to nigdy nie dowiesz się co było dalej.
- Dobrze, już nie będę
- Nie, bajka trwa dalej. Teraz będzie to bajka o dziewczynie.
- A co się stało z chłopakiem?
- Miałaś nie przerywać... Jego losy po rozstaniu są nieznane.
- A co stało się z dziewczyną po rozstaniu?
- Oj, jesteś niecierpliwa, posłuchaj co było dalej.
W dwa lata po rozstaniu dziewczyna spotkała chłopaka przypadkowo, on nawet tego nie zauważył.
Od tej pory ich losy toczyły się osobno. Dziewczyna długo nie mogła zapomnieć o przyjaźni. Ale czas leczy wszystko i zabliźnia największe rany. Podjęła pracę w zawodzie, który sobie wybrała. W krótkim czasie zmarli rodzice dziewczyny i została sama.
Kiedy czas wyleczył i tę ranę, po stracie najbliższych osób, wyszła za mąż, założyła swoją rodzinę, urodziła dzieci.
Lata mijały, czas płynął…
I tu by można byłoby zakończyć bajkę, że żyła długo i szczęśliwie… Jednak los nie dał o sobie zapomnieć i jak zwykle szykował kolejną niespodziankę .
Jej małżeństwo rozpadło się. I znów została sama z dziećmi, które są jej jedynym celem w życiu.
Często w bezsenne noce wracała myślami do chłopaka. On też wracał do niej w snach, gdy udawało się jej zasnąć.
I tak mijał rok za rokiem. Czas płynął. Teraz jej życie toczyło się między pracą i domem.
Gdy już wydawało się, że nic lepszego nie może jej spotkać los przypomniał o sobie… szykował kolejną niespodziankę…
- I co ,co było dalej?
- Znowu przerywasz .
- Ale to takie ciekawe.
- Co było dalej? Drogę dziewczyny , teraz już dojrzałej kobiety, połączył z drogą chłopaka, też dojrzałego mężczyzny, z którym przed laty łączyła przyjaźń i ta szczególna więź.
Ich pierwsze rozmowy wzbudziły emocje, uczucie radości, szybkie bicie serca. Czyżby obudziły coś co było tyle lat uśpione?
Mogli ze sobą rozmawiać godzinami, rozumieli się w pół słowa, a nawet bez słów.
Mimo, że minęło tyle lat, kiedy się nie widzieli, to dla nich nie miało to znaczenia.
Wydawało się jakby minęło kilka dni od rozstania. To co w nich się obudziło było to tak silne i tak nieprawdopodobne.
Postanowili się spotkać, chłopak zaprosił dziewczynę do siebie, oboje bardzo cieszyli się na spotkanie, ale jak to w życiu bywa los spłatał figla …
- Mamusiu, co się wydarzyło, powiedz, proszę.
- Jak będziesz tak ciągle przerywać, to nigdy nie dowiesz się co było dalej.
Dziewczyna przestraszyła się tego co w niej się obudziło tych emocji do chłopaka. Bała się, że jeśli pozwoli temu uczuciu rozwijać się dalej, to nie będzie w stanie tego kontrolować.
Uwierzyła, że to czego zawsze pragnęła przez swoje życie, za czym tęskniła przez te wszystkie lata, było tak blisko - los dał szansę - a może... bała się kolejnego cierpienia, bólu, gdyby los znów chciał z niej zadrwić.
Do spotkania nie doszło... A może...
- Mamusiu ?
- Tak, kochanie?
- Dlaczego, łzy płyną ci po policzkach?
- to ze wzruszenia, a może coś wpadło mi do oka…
- Mamusiu, czy to już koniec bajki?
- Ni , ta bajka nie ma zakończenia.
- Ale wszystkie bajki mają zakończenie.
- Tak, skarbie - ale tę bajkę zostawimy otwartą. Być może kiedyś ktoś wymyśli jej zakończenie…
- Mamusiu?
- Tak, kochanie?
- Bardzo cię kocham – dziękuję ci.
- Ja też bardzo cię kocham, skarbie,

Tesz/ styczeń 2008
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
29869 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2011-05-01 01:02, punktów: 17
Echo

Ojciec z synem chodzili po górach. Nagle chłopiec potknął się i upadł krzycząc:
- Aaach!!!
Ku swemu zdziwieniu usłyszał głos powtarzający gdzieś wśród gór:
- Aaach!!!
Zaciekawiony zapytał:
- Kim jesteś?
W odpowiedzi usłyszał:
- Kim jesteś?
Rozgniewał się i krzyknął:
- Tchórz!
I zaraz usłyszał:
- Tchórz!
Spojrzał na swego ojca i zapytał:
- O co tu chodzi?
Ojciec uśmiechnął się:
- Uważaj, mój synu.
I krzyknął w stronę gór:
- Uwielbiam Cię!
Głos odpowiedział:
- Uwielbiam Cię!
Ponownie człowiek krzyknął:
- Jesteś najlepszy!
Głos odpowiedział:
- Jesteś najlepszy!
Chłopiec nadal nic nie rozumiał. Ojciec wyjaśnił:
- Ludzie nazywają to echem, lecz tak naprawdę takie właśnie jest życie. Oddaje Ci wszystko, co powiedziałeś lub zrobiłeś. Nasze życie jest odbiciem naszego działania. Jeżeli pragniesz więcej miłości na świecie, stwórz więcej miłości w swoim sercu. Jeżeli pragniesz więcej umiejętności i odpowiedzialności w swojej grupie, pogłębiaj własne umiejętności. Wzajemność wkrada się we wszystkie aspekty życia. Życie zwraca Ci wszystko, co w nie włożyłeś. Twoje życie to nie zbieg okoliczności. To odbicie Ciebie samego.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
29594 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2011-04-21 22:15, punktów: 5
- Teraz Ty, Michael. Pokaż, na co Cię stać. – usłyszałem. Zbliżyłem się na skraj sceny i zamknąłem oczy… Nie mogłem ich już więcej otworzyć. Nie czułem swojego serca, krwi w swoich żyłach, która zawsze żywo płynęła poprzez cały mój organizm. Czułem, jednak ludzką obecność. Czy chciał mnie ratować? Nic nie słyszałem. Mgła pod moimi powiekami zamieniła się w ciemność. Chciałem tylko zasnąć po wyczerpującej próbie. To była jedynie zwiększona dawka propofolu. Miałem stracić przytomność w kilka sekund, a niedługo potem się przebudzić. Wiedziałem, że się nie obudzę… Nagle wśród ciemności rozjaśniała maleńka gwiazdka. Nie. To nie była gwiazdka. To jeden z fanów zapalił płomyk. Chwilę później pojawiło się ich więcej. Najpierw drugi, potem trzeci, wreszcie dziesiąty, setny i tysięczny. Zaskoczony spojrzałem na twarze przede mną. Były smutne. A większość ze zgromadzonych płakała. Trzymali w dłoniach kwiaty i zdjęcia. Byłem na nich ja.
– Michael! – zawołał ktoś w tłumie.
– Tutaj - krzyknąłem. Nikt nie zareagował.
– Jestem tutaj! – ryknąłem na całe gardło. Stałem wśród nich.
– I tak Cię nie usłyszą. – oznajmił jasnowłosy chłopiec, który wyłonił się niespodziewanie zza moich pleców. Biła z niego jasność. Ostatni raz widziałem go bardzo schorowanego, a teraz wyglądał na osobę w pełni sił. Podszedłem bliżej.
– Ryan.
– Witaj, Michael.
– Czy ja śnię? – spytałem spokojnie.
- Tak. – odpowiedział chłopiec. – Już na zawsze. Jeszcze raz rozejrzałem się dookoła. Zobaczyłem aleję, na której znajdowała się moja gwiazda.
- Co się ze mną stało?
- Umarłeś.

Michael Jackson
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
29452 | Opowiadania | Dodał: Magda0212c2, 2011-04-17 10:58, punktów: 9
Pewna mała dziewczynka zapragnęła kiedyś znaleźć biedronkę. Zapytała się gdzie może spotkać takie stworzonko. W odpowiedzi usłyszała:
- Idź na łąkę dziecko, tam na pewno są biedronki.
Dziewczynka nie zwlekając pobiegła szybko na pobliską polanę. Było na niej morze kwiatów... Pomyślała: "tu znajdę to, czego szukam".
Niestety nigdzie nie było ani jednej biedronki! Po kilku godzinach poszukiwań zrozpaczona dziewczynka wróciła do domu. Usiadła pod drzewem i gorzko zapłakała. Usnęła...
Jakież było jej zdziwienie kiedy się obudziła po jej sukience, rączkach i nóżkach chodziło mnóstwo biedronek...
Tak samo jest z miłością. Nie trzeba jej specjalnie szukać. Ona przyjdzie sama.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
29444 | Opowiadania | Dodał: Magda0212c2, 2011-04-16 21:41, punktów: 27
'' NIENARODZONY ''

1 dzień z życia
Kilka minut temu zostałem powołany do życia na Ziemi. Istnieję. Powstałem z miłości moich rodziców. Czuję się wspaniale, jest mi ciepło i przyjemnie. Jestem taki szczęśliwy!! Bardzo chcę żyć. Bardzo dziękuję moim Rodzicom i Bogu, życie to największy i najwspanialszy dar, jaki mogli mi ofiarować. Będę im wdzięczny do końca życia. Żyję w mojej mamie. Ona jeszcze nic nie wie o moim istnieniu, ale czuję że bardzo, bardzo mnie kocha. Dziś po raz pierwszy słyszałem Jej głos, głos mojej Mamy. Jest taki ciepły. Moja Mama jest wspaniałą, dobrą osobą, czuję to. Już nie mogę się doczekać kiedy ją zobaczę. Na pewno jest bardzo piękna. Moja Mama...Moja... Kiedy zobaczę świat? Jak wspaniale jest żyć...
Wielka radość...
Hm...

2 dzień życia.
To już drugi dzień mojego życia. Jeszcze nie przypominam człowieka, ale przecież nim jestem? Już za 9 miesięcy ujrzę świat po raz pierwszy. Słyszę głosy mojej rodziny-już niedługo do nich dołączę. Dzisiaj usłyszałem imię mojej Mamusi-Karolina. Piękne, drogie mi imię...
Oczekiwanie...
Niecierpliwość...

30 dzień życia
Liczę sobie już cały miesiąc. Ale urosłem! Przez ten czas wiele dowiedziałem się o świecie. Moja Mama tak pięknie i dużo o nim opowiada. A jak pięknie śpiewa! Jestem z niej naprawdę dumny. Tak bardzo chcę zobaczyć to wszystko, o czym opowiadała. Dzisiaj byliśmy w lesie .Mogę powiedzieć że, ja też byłem. Przecież tam, gdzie ona, tam i ja. Czułem, że moja Mama jest tam szczęśliwa, że kocha to miejsce. Ja też je pokochałem, chociaż jeszcze go nie widziałem. Nie wiem jak wygląda las, ale moja Mama uwielbia tam spacerować. Na pewno kiedyś mnie tam zabiorą, z Tatą.
Zaraz, co ja słyszę? Moja ukochana Mama właśnie dowiedziała się że w niej żyję!! Ale nowina! Wspaniale....Ale co to? Zaraz zaraz... Ona wcale się nie cieszy!! Co się dzieje? Dlaczego ona płacze?! A może to łzy szczęścia?!
Niepewność...

3 godziny później...
Jestem ciekawy, jak zareaguje mój Tata na wiadomość, że za 8 miesięcy pojawię się na świecie. Na pewno będzie bardzo szczęśliwy. Stworzymy wspaniałą, kochającą się rodzinę. Ja, Mama i Tata.
Cudownie, prawda?
No, ja też tak myślę!

kilka minut później
Co to?! Co ja słyszę?! Tata bardzo głośno krzyczy. Słowa wypowiedziane kilka sekund temu nadal słyszę bardzo wyraźnie. Mój ukochany Tata bardzo głośno krzyczał: ,,Karolina, Ty chyba kompletnie zwariowałaś?! Jak Ty to sobie wyobrażasz?! Zaczynamy studia, wszystko zaczynało się powoli układać a Ty teraz z ciążą wyskakujesz?! Jesteś kompletnie nieodpowiedzialna! To twój problem, mnie to nic nie obchodzi! Dopóki się TEGO nie pozbędziesz, nie mamy o czym rozmawiać! Nie, nie, nie! Ja po prostu nie mogę w to uwierzyć! Zwariowałaś!! I to akurat teraz, kiedy zaczęliśmy wychodzić na prostą ?! '' Mama szlochając cicho powiedziała: ,,A Ty nagle nie wiesz skąd się dzieci biorą?! To jest NASZE dziecko. Ono stanowi dla Ciebie problem?! Sama jestem pełna niepokoju, nie wiem co robić. Oczekiwałam, że podtrzymasz mnie na duchu, powiesz że sobie poradzimy, że wszystko będzie dobrze, że jakoś się ułoży... Teraz jestem pewna, że nie mogę na Ciebie liczyć. Tak naprawdę, to nigdy nie mogłam! Zawsze byłeś nieodpowiedzialnym człowiekiem! Ja chcę urodzić to dziecko! Już podjęłam decyzję!' Tata wysłuchał mamy a potem bardzo niewyraźnie rzucił: ,,jeśli nie pozbędziesz się TEGO, to z nami koniec!'' Wyszedł trzaskając drzwiami. Nic z tego nie rozumiem, ale boję się. Nikt, kto nie był w takiej sytuacji, nie wie, co to strach o własne życie. O życie, którego pragnie się jak niczego innego na świecie. Czy mnie nazywa ''tym''?! Bardzo się boję. Poczułem uderzenie w brzuch. Boli, boli, bardzo boli...
Strach...

31 dzień z życia
Słyszałem rozmowę moich rodziców... Teraz dotarły do mnie słowa Taty. Stwierdził, że trzeba 'usunąć' problem... Nie wiem co to znaczy, ale na pewno nie jest to nic dobrego... To ja jestem tym problemem? Nie wierzę... Przecież moja Mama mnie kocha i nie pozwoli zrobić mi krzywdy. To oczywiste...
Nadzieja, ale i rozpacz...

37 dzień z życia
Teraz rozumiem...moi rodzice mnie nie chcą. Nie chcą, żebym żył. Słyszałem dziś rozmowę mojej Mamy z jej przyjaciółką, Marzeną. Mama płakała, mówiła że nie wie co robić, że to dla niej trudne. Zwierzyła się, że przeze mnie będzie musiała zrezygnować ze studiów, że zniszczę jej życie. Twierdziła, że jest za młoda na dziecko, nie poradzi sobie z wychowaniem. Naprawdę, bardzo chciałaby mieć dziecko, ale że to nie jest odpowiedni moment w jej życiu. To dla niej bardzo trudna decyzja. Płakała, zwierzała się, że w pierwszej chwili była zdecydowana urodzić, pokonać wszystkie przeszkody, poradzić sobie ze wszystkimi kłodami rzucanymi jej pod nogi... Ale po rozmowie z Arturem, czuję się rozdarta. Wie, że jest on nieodpowiedzialnym człowiekiem, ale ona nadal bardzo go kocha. Wiem, to dla niej ciężkie. Ale! Czy ona nie myśli o tym, co ja czuję?! Marzena milczała przez dłuższą chwilę. Aż w końcu wybuchła. Krzyczała: ,,Karolina, dziewczyno, jak możesz odebrać życie temu dziecku nie dając nawet szansy poznania świata? Nie poznaję Cię!!! Zawsze byłaś przeciwna aborcji! Nie masz prawa decydować o życiu i śmierci, od tego jest Bóg! Żaden człowiek nie ma prawa odbierać drugiemu człowiekowi życia! Tyle razy rozmawiałyśmy o karze śmierci dla zwyrodnialców którzy z zimną krwią zabijają niewinnych ludzi! A teraz, Ty, moja najlepsza przyjaciółka, chcesz zamordować małą bezbronną istotkę! To tak jakbyś zabiła część siebie. Dziecko, które chcesz zabić, jest przecież częścią Ciebie i mężczyzny, którego kochasz! Wyobrażasz sobie, że usuniesz tę ciążę i na drugi dzień o wszystkim zapomnisz?! Nie łudź się! Każdego dnia, każdej minuty, będziesz myślała, czy byłby to chłopiec czy dziewczynka. Będziesz się zastanawiać: do kogo byłoby podobne? Ile by teraz miało lat? Jaki kolor miałyby jego oczy?! A kiedy przechodząc w drodze do pracy, w pobliżu placu zabaw, będziesz widziała inne, wesoło bawiące się dzieci - będziesz myślała o tym które zabiłaś! Tak! ZABIŁAŚ!!! Wstydź się, Karolina! Odpowiedz szczerze: chciałabyś, żeby Twoja mama myślała tak, jak Ty 23lata temu?! Chciałabyś, żeby Cię ,,usunęła'' i w tak okrutny sposób pozbyła się problemu?! '' .Stwierdziła także że słowo ''usunąć'' łagodzi to co naprawdę oznacza - morderstwo. Po tym słowotoku Mama wstała i bez słowa wybiegła z mieszkania Marzeny, zanosząc się płaczem. Postanowiła wybrać się do księdza, wieloletniego przyjaciela rodziny... Jest załamana. Mamo, czemu mi to robisz? Pozwól mi żyć!
Przerażenie...

40 dzień z życia
Po raz pierwszy jestem w kościele...Słyszę ciszę i cichą modlitwę mojej Mamy. Prosi Boga, aby jej pomógł. Nie wie, co robić... Poszła na plebanię, aby porozmawiać z księdzem. Jej dłonie drżały, podobnie jak głos. Był zupełnie inny niż zazwyczaj. Pełen rozpaczy, niepewności, a także bólu... Jest kompletnie zdezorientowana. Opowiadała o mnie, rzewnie płacząc przy tym. Mówiła że wie, że nie ma prawa decydować o tym, czy pozwolić komuś żyć. Ale także chciałaby skończyć studia, oszczędzić wstydu rodzinie. Nieślubne dziecko w małym miasteczku byłoby prawdziwą skandalem. Duszpasterz powiedział, że wg Kościoła aborcja jest zabójstwem, grzechem śmiertelnym. Uświadamiał mojej Mamie, że aborcja stanowi akt zabójstwa bezbronnej osoby ludzkiej i jest zarazem krańcowym przejawem ideologii pogardy dla życia ludzkiego ,,Karolinko, wiem że jest ci teraz bardzo, bardzo ciężko. Zacytuję Ci słowa Katechizmu Kościoła Katolickiego:' Życie ludzkie od chwili poczęcia winno być szanowane i chronione w sposób absolutny. Już od pierwszej chwili swego istnienia istota ludzka powinna mieć przyznane prawa osoby wśród nich nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty do życia (...)'
Jego głos był spokojny, ale stanowczy. Zapytał Mamę czy na pewno pamięta jak brzmi piąte przykazanie Dekalogu. Mama szepnęła cicho, ale wyraźnie: ,,nie zabijaj '' a po jej policzkach płynęły łzy.
Wiedział, że nie może mamie niczego nakazać, prosił tylko, żeby przemyślała swoja decyzję... Decyzję, która odbije się na całym jej życiu, niezależnie od tego, jaka ona będzie. Czasem myślę, że może będzie lepiej, jeśli się nie urodzę? Jak poradzę sobie z myślą że najbliżsi ludzie na świecie chcieli mnie zabić?! Że oni mnie po prostu nie chcą?! Że mnie nie kochają?! Bez miłości będę niczym...
Bezsilność...
Nadzieja...
Nadzieja na życie...
Nadzieja na miłość..

42 dzień mojego życia
Mama nie spała całą noc. Płakała. Nadal nie wiem, co się dzieje... Słyszę, jak otwierają się drzwi gabinetu lekarskiego. Słyszę słowa mojej Mamy. Nazywa mnie ,,problemem". Lekarz mówi, że ''szybciutko' może się pozbyć tego problemu. Tanio. Opłata za śmierć. Ta okrutna rozpacz. Ta gorycz... Co to znaczy? Czy moja Mama chce mnie zabić? Mamo błagam, chcę żyć!!! BŁAGAM! To boli... Kręci mi się w głowie, wszystko zaczyna wirować. Mamo co się dzieje?! Mamo, pomóż! Pomóż mi! Ten nieprawdopodobny ból!! Bardzo boli... Wiem, nie słyszysz mojego głosu. Niemego wołania o pomoc... Krzyku, strachu, bezbronności i ciszy...

Tu nie liczy się czasu...
Mamo...? Mamo czemu mnie zabiłaś?! Czemu nie pozwoliłaś mi żyć? Tak bardzo chciałem zobaczyć świat. Ten las, w którym tak często spędzałaś czas... Spędzaliśmy go razem, chociaż Ty o tym nie wiedziałaś. Jestem pewny (tak...tak, byłem chłopcem...) że nie zapomnisz mnie do końca życia, Mamo… Tam, gdzie jestem, jest mi dobrze... Kocham Cię, Mamo.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
29202 | Opowiadania | Dodał: Magda0212c2, 2011-04-03 10:27, punktów: 10
Chmura i wydma

"Wszyscy wiemy, że żywot chmury jest bardzo urozmaicony, ale nadzwyczaj krótki" - napisał Bruno Ferrero.
Oto kolejna historia:
Podczas burzy na środku Morza Śródziemnego narodziła się chmura. Nie miała jednak czasu tam dojrzeć, gdyż wiatr zaczął spychać wszystkie chmury w kierunku Afryki.
Gdy dotarły nad kontynent, zmienił się klimat. Na niebie zajaśniało gorące słońce, a poniżej rozciągały się złote piaski Sahary. Wiatr chciał je przenieść na południe, w kierunku dżungli, gdyż nad pustynią prawie nigdy nie pada deszcz.
Młoda chmura, wzorem młodych ludzi, postanowiła poznać świat i odłączyła się od rodziców i starszych przyjaciół.
- Co ty robisz? - zaprotestował wiatr. - Pustynia jest wszędzie taka sama! Wracaj do szeregu, wszyscy zmierzamy do Afryki, gdzie są góry i przepiękne drzewa.
Jednak młoda chmura nie posłuchała go, gdyż z natury była niepokorna. Powoli schodziła ku ziemi, aż osiadła na lekkim, przyjaznym wietrze unoszącym się nad złotymi piaskami. Długo spacerowała, aż zauważyła uśmiechającą się do niej wydmę.
Spostrzegła, że wydma także była młoda, niedawno usypana przez wiatr. W jednej chwili zakochała się w jej złotych włosach.
- Witaj - powiedziała. - Jak ci się wiedzie tam w dole?
- Żyję wśród innych wydm, słońca, wiatru i karawan, które tędy przechodzą. Czasem jest straszliwie gorąco, ale da się wytrzymać. A jak ci się żyje tam w górze?
- Tutaj też jest słońce i wiatr, ale za to mogę przechadzać się po niebie i poznawać świat.
- Moje życie jest krótkie - poskarżyła się wydma. - Gdy wiatr wróci z dżungli, zniknę.
- Bardzo cię to martwi?
- Wydaje mi się, że nikomu nie jestem potrzebna.
- Ja czuję to samo, bo gdy zawieje nowy wiatr, polecę na południe i zamienię się w deszcz. Taki mój los.
Wydma zawahała się, po czym spytała:
- Czy wiesz, że tu na pustyni deszcz nazywamy Rajem?
- Nie przypuszczałam, że mogę zmienić się w coś tak wspaniałego - odparła z dumą chmura.
- Słyszałam, jak stare wydmy opowiadają różne historie. Mówią, że po deszczu obrastają nas zioła i kwiaty. Mnie to nigdy nie spotka, deszcz rzadko pada na pustyni.
Tym razem zawahała się chmura, lecz po chwili uśmiechnęła się szeroko:
- Jeśli chcesz, mogę okryć cię deszczem. Kocham cię i chcę z tobą zostać na zawsze.
- Kiedy zobaczyłam cię na niebie, też się w tobie zakochałam - odparła wydma. - Ale jeśli zmienisz swoją piękną białą czuprynę w deszcz, umrzesz.
- Miłość nigdy nie umiera - powiedziała chmura. - Ona się zmienia, a ja chcę pokazać ci Raj.
I chmura zaczęła pieścić wydmę małymi kroplami. Długo były razem, aż pojawiła się tęcza.
Następnego dnia wydmę obsypały drobne kwiaty. Sunące w stronę Afryki młode chmury myślały, że tu zaczyna się dżungla, której od dawna wypatrywały, więc zostawiły parę kropel. Po dwudziestu latach wydma zmieniła się w oazę, użyczającą podróżnym cienia pod drzewem.
A wszystko dlatego, że któregoś dnia pewna chmura nie zawahała się poświęcić życia z miłości.

Opowiadanie z książki Paulo Coelho
"Być jak płynąca rzeka"
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus

Strony: <  1  2  3  4  5  6  
Poleć Klamerkę
Szukaj
Twoje konto

Zarejestruj się

Polecamy!
prezenty

Imieniny
  • życzenia imieninowe
Najwięcej dodali
Święto na dziś
  • dziś luźno ;)
    Masz bloga albo stronę?
    Podoba ci się ta strona? Wstaw do siebie nasz link :)