Opcje:

Opowiadania

rozmiar tekstu: A AA AAA

Strony: <  1  2  3  4  5  6  

Opowiadania Sortuj: Wedłg daty | ilości punktówDodaj w tej kategorii

60757 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2013-01-17 16:05, punktów: -280
„Ojciec i syn w starożytnym Egipcie szykowali się do długiej podróży. Zapakowali swoje tobołki na osła i wyruszyli w drogę.
Nie uszli daleko, kiedy nadeszła grupa młodych mężczyzn, którzy skrytykowali syna, za to że pozwala swojemu ojcu iść. Więc syn posadził ojca na osła i poszli dalej.
Niedługo potem spotkali następną grupę, która skrytykowała ojca, że on nie pozwala swojemu synowi jechać razem ze sobą na ośle, oszczędzając osła. Więc syn usiadł razem z ojcem na ośle i pojechali dalej.
Kilka godzin później spotkali kolejną grupę ludzi, którzy skrytykowali ich za to, że męczą osła w taki upał. W rezultacie ojciec i syn wzięli osła, związali go, przewrócili do góry nogami i ponieśli między sobą.

Wkrótce doszli do rzeki ze starym, chybotliwym mostem.
W momencie, gdy doszli do połowy mostu, most załamał się i cała trójka wpadła do wody. Ojciec i syn dopłynęli do brzegu i uratowali się. Związany osioł utonął. Morał z tej historii brzmi:
”Jeżeli próbujesz zadowolić wszystkich, stracisz swojego osła. Czasem musisz pogonić antagonistów i kierować się własną mądrością.”

- Nikodem Marszałek
Motywacja bez granic
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
60759 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2013-01-17 16:14, punktów: -280
Tajemnica wspierania innych ludzi.

"Istnieją dwa sposoby rozsiewania światła — bycie świecą lub zwierciadłem w którym odbija się jej blask".

- Edith Wharton

Przed kilku laty Donna czuła się bardzo przygnębiona. Właśnie rozstała się z partnerem, z którym spędziła dwa lata, i było jej trudno zaakceptować stratę .Leżała przez kilka dni w domu z urazem kolana, a samotność dodatkowo pogarszała sytuację. Jej nieszczęście pogłębiała jeszcze frustracja z powodu własnej nieumiejętności „pozbierania się’ i przerwania płaczu.

Pewnego dnia wcześnie rano Donna otrzymała telefon ze straszliwą wieścią – brat jej najlepszej przyjaciółki zginął w wypadku samochodowym. Donna znała Mary Ann i jej brata niemal od urodzenia i wiadomość ta wstrząsnęła nią. Jednak Donna szybko się pozbierała, wsiadła do samochodu i pojechała do domu przyjaciółki, zęby jej towarzyszyć.
Przez następnych kilka dni, w zamieszaniu związanym z pogrzebem i przyjazdem setek gości, Donna była całkowicie oddana Mary Ann.
Przytulała ją, gdy tamta płakała, nie odstępowała pogrążonej w żałobie przyjaciółki za dnia i spała na podłodze przy jej łóżku, żeby nie była samotna, gdy obudzi się w nocy. W tym czasie nie odczuwała prawie bólu w kolanie ani uprzedniego przygnębienia.

Po kilku tygodniach, kiedy życie zaczęło wracać do normy, Donna zdała sobie sprawę, ze wsparcie, jakie ofiarowała Mary Ann, znacznie przewyższało to, jakiego udzieliła sobie w trudnym dla siebie okresie.

Posłużyła się wsparciem, jakie okazała przyjaciółce, jako zwierciadłem dla wsparcia, jakiego odmawiała sobie. Zdała sobie sprawę, ze jej własne łzy wymagały od niej tyle uwagi i troski co łzy innej osoby i ze skoro potrafi komuś pomóc, potrafi tez pomóc sobie.

- Cherie Carter-Scott
Jeśli życie jest gra oto jej reguły
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37649 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-22 10:02, punktów: -281
Najpiękniejsza i zarazem najgorsza historia w moim życiu.

Mam 15 lat. Wszystko zaczęło się tak niewinnie. Przyjaźniliśmy się z nim od 10 miesięcy , wydawałoby się , że nic między nami nie będzie. Rozmawialiśmy codziennie o wszystkim. Po jakimś czasie zauważyłam, że inaczej się zachowuje w stosunku do mnie. Czułam, że zaczynam mu się podobać, ale i tak nic się nie zmieniało... przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Coraz częściej rozmawialiśmy. Pewnego dnia poczułam, że czuję do niego coś więcej niż powinnam. Bałam się tego uczucia, ponieważ już kiedyś zostałam mocno zraniona. Wtedy obiecałam, że mimo wszystko będę się kryła z tym uczuciem. Ale nie dałam rady. To było najsilniejsze uczucie jakiego dotąd doznałam. Jak byliśmy sami i rozmawialiśmy to nic się nie liczyło, tylko on. Każdego dnia pisaliśmy do siebie sms-y , rozmawialiśmy na gg i rozmawialiśmy w szkole. Po 3 tygodniach wiedziałam, że jestem w nim nieodwołalnie zakochana. Stwierdziłam, że jest inny niż reszta chłopców i, że warto dać nam szansę. Wreszcie odważyłam się napisać mu wiadomość o treści " Wiem, że jesteśmy przyjaciółmi, ale poczułam do Ciebie coś więcej nić powinnam..." Odpisał mi natychmiast " ja do Ciebie też coś czuję :D". Ucieszyłam się, poczułam jak gdzieś w środku robi mi się ciepło. Potem doszło do spotkań i stało się, byliśmy razem. Zakochałam się w nim naprawdę. Byłam taka szczęśliwa jak nigdy. Po miesiącu naszego szczęścia, poczułam, że coś się dzieje złego między nami. Doszło do kłótni, kłamstw (on mnie okłamywał). Był obojętny w stosunku do mnie. Przestał się mną interesować. Poczułam, że mnie nie kocha. Stwierdziłam, że lepiej znać najgorszą prawdę, ale prawdę. Więc z nim porozmawiałam, powiedział "nadal Cię kocham." Ucieszyłam się, ale i tak to mi nie dawało spokoju, czułam, że to nieprawda. Zaczęłam smutnieć, mieć wymioty, krwotoki z nosa (wtedy myślałam, że za bardzo się tym wszystkim przejmuję). Czułam jakbym traciła część siebie. W nasz ostatni czwartek doszło do poważnej rozmowy. Wygarnęłam mu jaki był... Prosto za szkoły poszłam odebrać badania , bo mama niepokoiła się moim stanem... Załamałam się wtedy. Byłam chora, poważnie chora i nadal jestem. Zostało mi maks. 2 lata życia... i w każdej chwili mogę umrzeć. Bałam się, ale wiedziałam, ze on jest... a póki przy mnie będzie, to nic mi się nie stanie.

W piątek w szkole nawet się ze mną nie przywitał, a ja nie miałam siły, żeby z kimkolwiek rozmawiać. Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć. Z tego dnia pamiętam niewiele... Do nikogo się nie odzywałam, byłam jak zombie... blada (po nieprzespanej nocy). Po lekcjach podszedł do mnie... długo rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że to nie ma sensu. Ale ja powiedziałam, że to się da naprawić... On powiedział, że nie... bo nasze drogi się rozeszły. Widziałam , że jak to mówił, to miał łzy w oczach. Wtedy powiedziałam mu o chorobie. A On na to "Nie martw się, poradzisz sobie . Jesteś wyjątkowo silna".
Wtedy już wiedziałam, że to koniec... koniec nas i mnie. Byliśmy razem 2 miesiące. Teraz z każdym dniem jestem coraz bliżej śmierci. Ale jestem mimo to szczęśliwa... bez niego. Daję sobie radę, nie pokazuję mu, że cierpię. Staram się mu pokazać, że jestem szczęśliwa. Lecz on jest przygnębiony...

Pomimo choroby czuję się silniejsza, mam wspaniałych przyjaciół, którzy mnie wspierają. Czuję, że odżyłam.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
37728 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-02-24 08:50, punktów: -281
Budda i bandyta

Pewnego razu zagroził Buddzie śmiercią bandyta zwany Angulimal.
- Bądź, zatem łaskaw spełnić moje ostatnie życzenie - powiedział Budda. - Odetnij tę gałąź z tego drzewa.
Jedno cięcie mieczem i było zrobione!
- Co teraz? - zapytał bandyta.
- Przyłóż ją z powrotem, tak aby się zrosło - powiedział Budda.
Bandyta roześmiał się.
- Musisz być szalony, jeśli uważasz, że ktokolwiek może to zrobić.
- Wprost przeciwnie, to ty jesteś szalony, jeśli sądzisz, że jesteś potężny, bo możesz ranić i niszczyć. To jest zadanie dla dzieci. Tylko wielcy wiedzą, jak tworzyć i leczyć.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
38425 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-04-02 13:41, punktów: -281
Tam, gdzie jest miłość...

Pewna kobieta podlewała rośliny w swoim ogrodzie, kiedy zobaczyła trzech staruszków, z wypisanymi na twarzy latami doświadczeń, którzy stali naprzeciw jej ogrodu.
Ona nie znała ich, więc powiedziała:

- Nie wydaje mi się, abym was znała, ale musicie być głodni. Wejdźcie, proszę, do domu i zjedzcie coś.

Oni odpowiedzieli:
- Nie ma w domu męża?
- Nie, odpoczywa, nie ma go w domu.
- W takim razie nie możemy wejść - odpowiedzieli.

Przed zmierzchem, kiedy mąż wrócił do domu, kobieta opowiedziała mu to, co się zdarzyło.
- A więc, skoro wróciłem, zatem poproś ich teraz, aby weszli.

Kobieta wyszła, aby zaprosić trzech mężczyzn do domu.
- Nie możemy wejść wszyscy do domu - wyjaśnili staruszkowie.
- Dlaczego? - chciała się dowiedzieć kobieta.

Jeden z mężczyzn wskazał na pierwszego ze swoich przyjaciół i wyjaśnił:
- On ma na imię "Dostatek".
Następnie wskazał drugiego:
- On ma na imię "Sukces", a ja mam na imię "Miłość". Teraz wróć i zdecyduj razem z Twoim mężem, którego z nas zaprosicie do waszego domu.

Kobieta weszła do domu i opowiedziała swojemu mężowi wszystko, co powiedzieli jej trzej mężczyźni. Ten się ucieszył:
- Jak pięknie!! Zaprosimy Dostatek, aby wszedł i wypełnił nasz dom!!!

Jego żona nie zgadzała się i spytała:
- Mój drogi, dlaczego nie mielibyśmy zaprosić Sukcesu?

Ich córka słuchała tej rozmowy i weszła im w słowo:
- Nie byłoby lepiej, gdybyśmy pozwolili wejść Miłości? W ten sposób nasza rodzina byłaby pełna miłości.
- Posłuchajmy rady naszej córki, powiedział mąż do żony. Pójdź i zaproś Miłość, niech będzie naszym gościem.

Żona wyszła i spytała:
- Który z Was to Miłość? Niech wejdzie, proszę i będzie naszym gościem.

Miłość usiadła na wózku i ruszyła w kierunku domu. Także dwaj pozostali podnieśli się i ruszyli za nią. Trochę zdziwiona kobieta pyta Dostatek i Sukces:
- Zaprosiłam tylko Miłość, dlaczego idziecie także wy?

Oni odpowiedzieli razem:
- Jeżeli zaprosiłabyś Dostatek lub Sukces, pozostali dwaj zostaliby na zewnątrz, ale zaprosiłaś Miłość, a tam gdzie idzie ona, idziemy i my. Tam, gdzie jest Miłość, jest też Dostatek i Sukces.
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
38804 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-04-25 15:19, punktów: -281
Wróciłam do domu w nastroju najgorszym z możliwych. Dzień mijał tragicznie. Spóźniłam się na zajęcia, oblałam kolokwium a na domiar złego w czasie drogi powrotnej złapała mnie ulewa. Był to jeden z tych dni, w których świat nagle bez żadnej przyczyny wali się na głowę a człowiek czuje się smutny i opuszczony w ogromnym świecie. Każdy chyba przeżył coś podobnego w swoim życiu, każdy chyba czuł się tak, jakby świat obrócił się przeciwko niemu.
Weszłam szybko do pokoju spodziewając się wymówek za nieposprzątaną kuchnię i niezrobione zakupy. Zamknęłam za sobą drzwi i krzyknęłam w głębi duszy:
- Ile jest w stanie wytrzymać człowiek? Czy mam na to wystarczająco siły?
Patrzyłam pustymi oczami na klamkę jakbym oczekiwała, że odpowie na moje retoryczne pytanie. Byłam załamana, sfrustrowana i nie miałam kompletnie żadnych chęci do życia.
- Powiem ci ile możesz wytrzymać - usłyszałam nagle za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam anioła. Miał długie kasztanowe włosy i zielone oczy, do stóp spływała długa błękitna szata. Był piękny, ale.... jego ciało nosiło ślady walki.
- Jesteś w stanie wytrzymać wszystko, co przyniesie ci los. Jeśli będziesz wierzyć. Jeśli będziesz kochać. Jeśli będziesz walczyć.
Patrzyłam jak ogłupiała na jego rany, były mi tak dziwnie znajome, że aż przeszyły mnie ciarki.
- A teraz powiedz... - Zaczął znowu - Ile jestem w stanie wytrzymać ja? I czy mam na to wystarczająco siły?
Po tych słowach wszystko zrozumiałam. Tę ranę nad czołem zadałam, kiedy powiedziałam siostrze żeby nie przychodziła do mnie z żadnymi problemami. Rana na przedramieniu to efekt tego, że zwymyślałam koleżankę za to, że znowu się spóźnia na spotkanie. Stróżka krwi na policzku z pewnością pojawiła się w chwili, gdy starałam wykręcić się od codziennych obowiązków.
Naprawdę sama to wszystko zrobiłam?
- Tak, ty możesz wszystko - wyszeptałam ledwo słyszalnie - bo... jesteś aniołem!
- My też tracimy siły. My też umieramy, jeśli nasi podopieczni nas krzywdzą i w nas nie wierzą. Wtedy powoli tracimy energię i nie możemy ich chronić. W dalszej części ich wiara coraz bardziej zanika i to znów odbiera nam moc. Koło zamyka się i toczy aż jedno z nas zginie.
- Ja w ciebie wierzę! - krzyknęłam jak małe dziecko.
- Więc przyjmij świat takim, jakim jest, znoś jego trudy. Nie krzywdź innych, nie rań mnie. I pozwól mi w ciebie wierzyć tak jak ty wierzysz we mnie, wtedy oboje będziemy mogli wszystko wytrzymać i na pewno będziemy mieli na to siłę.

Każdy dobry uczynek i iskierka nadziei to jedno piórko w skrzydłach Anioła Stróża

- Younga
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
39759 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-07-16 15:53, punktów: -281
Raj i piekło

Pewien porywczy samuraj, znany z tego, że atakował bez żadnej przyczyny, przybył do bram klasztoru zen i zażądał spotkania z mistrzem. Ryokan bez wahania wyszedł mu na spotkanie. - Mówi się, że inteligencja jest potężniejsza od ślepej siły - rzekł samuraj. - Czy możesz mi wyjaśnić, czym są raj i piekło? Ryokan nie powiedział nic. - Ja z łatwością mogę to wyjaśnić - wykrzyknął samuraj. - Aby pokazać komuś, czym jest piekło, należy mu zadać silny cios. Aby pokazać, czym jest raj, wystarczy tylko zagrozić mu siłą i pozwolić odejść. - Nie rozmawiajmy na takimi głupcami jak ty - rzekł mu spokojnie mistrz zen. Krew uderzyła samurajowi do głowy i zapałał nienawiścią. - To jest właśnie piekło - powiedział Ryokan z uśmiechem- kiedy pozwalasz sobie na to, a by jakieś bzdurne uwagi wyprowadziły cię z równowagi. Zdumiony odwagą zakonnika samuraj złagodniał. - A to jest raj- powiedział Ryokan, zapraszając go do środka - kiedy nie reagujesz na niedorzeczne prowokacje.

- Paulo Coelho
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
39766 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-07-16 15:58, punktów: -281
Wybór najlepszej drogi

Zapytany, czy droga wyrzeczeń prowadzi do raju, opat Antonio odrzekł: - Istnieją dwie takie drogi. Pierwsza jest drogą człowieka, który się umartwia i czyni pokutę, ponieważ wierzy, iż wszyscy jesteśmy przeklęci. Czuje się winny i niegodny szczęśliwego życia. On nigdy donikąd nie dojdzie, ponieważ Bóg jest święty i bezgrzeszny. Druga droga jest ścieżką wybraną przez człowieka, który zdaje sobie sprawę, że świat nie jest tak doskonały, jakim chcielibyśmy go widzieć. Niemniej jednak modli się, odprawia pokutę oraz nie szczędzi czasu i sil, aby otaczający go świat stał się lepszy. W jego przypadku obecność Boga jest nieustanną pomocą, a skutki tego owocować będą w raju.

- Paulo Coelho
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus
39767 | Opowiadania | Dodał: anonimowi, 2012-07-16 15:58, punktów: -281
Odwieczny malkontent

Shanit podróżował od miasta do miasta, głosząc Słowo Boże. Pewnego dnia podszedł do niego człowiek w nadziei, że jego dolegliwości zostaną wyleczone.
- Pracuj, jedz i chwal Boga - poradził mu Shanti.
- Kiedy pracuję, bolą mnie plecy. Kiedy jem, cierpię na niestrawność. Kiedy piję, piecze mnie w gardle. A kiedy się modlę, mam wrażenie, że Bóg mnie nie słucha.
- Poszukaj sobie innego nauczyciela.
Kiedy nieszczęśnik oddalił się ze wtrętem, Shanti rzekł do przysłuchujących się rozmowie:
- Ten człowiek miał dwie możliwości patrzenia na sprawy i zawsze wybierał najgorsza z nich. Kiedy umrze, będzie się najprawdopodobniej skarżył na głód w grobie.

- Paulo Coelho
Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus

Strony: <  1  2  3  4  5  6  
Poleć Klamerkę
Szukaj
Twoje konto

Zarejestruj się

Imieniny
Najwięcej dodali
Święto na dziś
  • dziś luźno ;)
    Masz bloga albo stronę?
    Podoba ci się ta strona? Wstaw do siebie nasz link :)